Janusz Kusociński – Mistrz, który nie poddał się nikomu

udostępnij na:
janusz_kusocinski_biegnie_na_pierwszym_miejscu

Jeden  z najpopularniejszych polskich sportowców w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Światowej klasy biegacz, mistrz olimpijski z Los Angeles (1932) i wicemistrz Europy, a także wielokrotny mistrz kraju. Ponadto żołnierz Wojska Polskiego, biorący udział w kampanii wrześniowej, działający później w antyhitlerowskim podziemiu. Zginął rozstrzelany przez Niemców w okolicy Palmir, w ramach akcji AB, skierowanej przeciw polskiej inteligencji. Janusz Kusociński po dzień dzisiejszy pozostaje wzorem sportowca i patrioty.

Przyszedł na świat 15 stycznia 1907 roku w Warszawie, jako najmłodszy potomek Klemensa i Zofii z Miechowskich. Niedługo po jego urodzeniu rodzina przeniosła się ze stolicy do pobliskiego Ołtarzewa, gdzie rodzice zajmowali się następnie gospodarstwem rolnym. Tam także wychował się przyszły mistrz olimpijski.

Dwaj starsi bracia Kusocińskiego zmarli jako mali chłopcy. Janusz cieszył się lepszym zdrowiem, a kiedy podrósł, rodzice chcieli zagwarantować mu jak najlepsze wykształcenie. Najpierw uczył się w prywatnej powszechnej szkole podstawowej im. Nawrockiego w Warszawie, każdego dnia dojeżdżając do niej koleją ze swojej wsi. Następnie trafił do gimnazjum im. Władysława IV. Kusociński jednak nie lubił szkoły. Nie przepadał za nauką, niezbyt przejmował się przyszłością – jego prawdziwą miłością stał się sport. Mimo to, po ukończeniu szkoły podstawowej, decyzją rodziców trafił do państwowej Średniej Szkoły Ogrodniczej  zwanej „Pomologiem”. Naukę w niej zakończył w 1928 roku.

 Przygoda Kusocińskiego ze sportem zaczęła się, gdy miał piętnaście lat. Początkowo grał w palanta – bardzo popularną wówczas grę, ale czasem jego pasją stała się piłka nożna. Grał na pozycji napastnika, a na boisku cechowała go ambicja i nieustępliwość – cechy te zresztą nie opuszczały naszego sportowca także w późniejszej karierze. Już jako uczeń szkoły ogrodniczej grywał w tamtejszej Sparcie, a następnie kopał piłkę w Ożarowiance, Józefowiance, by jako 17-latek przenieść się do zespołu RTS „Sarmata”. Był niezłym piłkarzem, jednak szybko skonfliktował się z kierownictwem klubu i zaniechał treningów piłki nożnej.

W 1925 roku, podczas organizacji Święta Sportu Robotniczego, zaproponowano mu udział w biegu, gdyż do sztafety brakowało jednego zawodnika. Ten moment okazał się przełomowy. Kusociński wziął udział w biegu na 800 metrów i pobiegł w sztafecie 5x1000m. Nieoczekiwanie odniósł zwycięstwo, a talentem biegacza zainteresowali się szkoleniowcy. Niezadowolenia nie kryli jednak rodzice Janusza, którzy inaczej wyobrażali sobie życie syna. Tymczasem Kusociński intensywnie trenował, opracowując własną metodę treningu biegowego z zastosowaniem interwałów. Chociaż był niepozornych gabarytów – mierzył zaledwie 165 centymetrów – na kolejnych treningach i zawodach bez trudu zostawiał za swoimi plecami zawodników o lepszych warunkach fizycznych.

Pierwszym – a także jedynym – trenerem Janusza Kusocińskiego był estoński szkoleniowiec, Aleksander Klumberg. To pod jego opieką Kusociński po raz pierwszy zwyciężył w poważnych zawodach sportowych – w 1928 został mistrzem Polski w biegu na 5000 metrów, podczas zawodów organizowanych w Krakowie. Ustanowił wówczas nowy rekord kraju na tym dystansie. Wkrótce z klubu RTS „Sarmata” przeniósł się do Warszawianki. Kusociński rozwijał swoje sportowe umiejętności i poprawiał wyniki, choć musiał stawiać czoła różnym przeciwnościom. Zdarzały mu się poważne kontuzje, a jakby tego było mało – trening w oparciu o interwał okazywał się niekiedy na tyle obciążający dla zawodnika, że potrzebował on wówczas dłuższych okresów regeneracyjnych i nie zawsze był w stanie startować w ważnych zawodach.

Janusz Kusociński, fot. Wikipedia
Janusz Kusociński, fot. Wikipedia

Pierwszym występem Kusocińskiego na arenie międzynarodowej były zawody rozgrywane w Pradze z Czechosłowacją, w dniach 16 i 17 września 1928. Przyszły mistrz olimpijski odniósł tam wspaniałe tryumfy, bijąc rekord Polski. Jako jedyny z zawodników biorących udział w biegach, miał nakrycie głowy – utrzymywał, że pozostawiona na głowie czapka przyniesie mu szczęście podczas rywalizacji. Tak też się stało.

Wraz z ukończeniem szkoły w 1928 roku Janusz Kusociński trafił do wojska. Służbę pełnił przez dwa lata, do roku 1930, w Baonie Administracyjnym III Kompanii na Pradze (21pp). Zakończył ją, uzyskując stopień kaprala z cenzusem.

Celem nękanego kontuzjami Kusocińskiego stały się zaplanowane na 1932 roku Igrzyska Olimpijskie Los Angeles. Nie udało mu się w 1928 pojechać do Amsterdamu, postanowił jednak, że kolejnym razem będzie inaczej. Z czasem Janusz Kusociński był w Polsce bezkonkurencyjny. Od zakończenia służby wojskowej do historycznego występu w Los Angeles wielokrotnie zdobywał tytuły mistrza kraju na dystansach 800m, 1500m, 5000m, 10000m, jak również zwyciężał w biegach przełajowych.

W sportach biegowych w tym czasie niekwestionowaną potęgą była Finlandia. Tamtejsi biegacze zdobywali worki medali na kolejnych mistrzostwach i Igrzyskach i przez długie lata ich hegemonia była niezachwiana. Zmianę w tej materii wprowadził Janusz Kusociński, który na rozmaitych zawodach biegowych raz za razem pokonywał najwybitniejszych Finów. Wyższość Polaka musiały uznawać takie nazwiska, jak Volmari Iso-Hollo, czy Lauri Virtanen. Nigdy jednak Kusocińskiemu nie udało się pokonać najwybitniejszego z fińskich biegaczy: Paavo Nurmiego. Liczył, że zdoła tego dokonać podczas Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles, jednak krótko przed ich rozpoczęciem Fin został dożywotnio zdyskwalifikowany przez IAFF za przekroczenie praw amatorskich.

Janusz Kusociński był szczerze zawiedziony takim obrotem spraw. Tym niemniej, nie ustawał w przygotowaniach do największego sportowego święta. Jeszcze przed igrzyskami Polak pobił dwa rekordy świata: w biegu na 3000 metrów uzyskał wynik 8:18,8 zaś w biegu na 4 mile – 19:02,6. Do Stanów Zjednoczonych udawał się więc w znakomitej formie, jako zawodnik bardzo dobrze znany, będący jedną z czołowych gwiazd światowej lekkoatletyki.

Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles odbyły się latem 1932 roku. W skład polskiej reprezentacji weszło 20 zawodników – po siedmiu lekkoatletów i wioślarzy, oraz sześciu szermierzy.  Wśród tych pierwszych był i Janusz Kusociński, którego stawiano w gronie faworytów przynajmniej w kilku konkurencjach. Okazało się, że słusznie. 30 lipca 1932 roku Kusociński w biegu na 10 kilometrów był zdecydowanym zwycięzcą.

Jak podawał później Przegląd Sportowy, w biegu wystartowało 27 zawodników i początkowo utrzymywane było szybkie tempo. Tak, jak można było się tego spodziewać, po niespełna dwóch kilometrach w czołówce znalazł się Janusz Kusociński, Finowie Iso-Hollo i Vitranen, a także Niemiec Syring i Południowy Zelandczyk Savidam. Jeszcze przed półmetkiem stało się jasne, kto będzie w tym biegu walczył o najwyższe trofea: Janusz Kusociński i Iso-Hollo wyprzedzili resztę grupy o ponad sto metrów. Kiedy zawodnicy mieli za sobą już 7500 metrów, Kusociński zwolnił, a na ostatnim kilometrze Iso-Hollo zaczął odrabiać straty. Wreszcie bieg wszedł w decydującą fazę: zbliżający się do Polaka Fin nie miał dość sił, by wyrwać złoty medal. Kusociński zaś jeszcze przyspieszył, na kilkaset metrów przed metą stopniowo, systematycznie powiększając przewagę. Kiedy Kusy wbiegał na metę, Iso-Hollo był niemal dziesięć metrów za jego plecami. Janusz Kusociński zdobył upragniony złoty medal, a już po chwili na maszt wciągano biało-czerwony sztandar i odgrywano  Mazurka Dąbrowskiego. Kusociński nie krył, że poza zwykłym, ludzkim szczęściem było to dla niego niesamowite patriotyczne przeżycie. W depeszy do Polski wysłanej za pośrednictwem Przeglądu Sportowego, Kusociński pisał: „Jestem szczęśliwy ze zwycięstwa. Przesyłam do kraju za pośrednictwem „Przeglądu Sportowego” pozdrowienia i przyrzeczenia dalszej pracy dla dobra naszego sportu”.

Jednak mało kto wiedział, jak dużą cenę zapłacił Kusociński za swój historyczny tryumf. W trakcie biegu polski mistrz zaczął odczuwać ból w stopach, jego kostki i pięty straszliwie się poobcierały, a stopa usłana była pęcherzami. Powodem było niewłaściwy dobór butów do nawierzchni. Mimo, że Kusocińskiego stawiano w roli faworyta w wyścigu na 5000 metrów, lekarz polskiej reprezentacji nie dopuścił go w tym stanie do startu. Z Igrzysk Olimpijskich Kusociński wracał więc ze złotym medalem, rekordem olimpijskim (30:11,40, który utrzymał się aż szesnaście lat, do Igrzysk Olimpijskich w Londynie), ale i pewnym niedosytem. Niedosytu nie odczuwali jednak fani – gdy Kusociński wracał do Polski jako mistrz, rodacy zgotowali mu wspaniałe powitanie, na ulice Warszawy wyszły tłumy, a dom, do którego wracał sportowiec, został pięknie przystrojony. Kusociński, sławny już dużo wcześniej, był teraz na ustach wszystkich i często gościł w warszawskich salonach.

Kontuzje stały się zmorą Kusocińskiego, ten jednak nie zaprzestawał startów. Podczas zawodów w Warszawie po raz kolejny odniósł tryumf nad Finem Iso-Hollo, a kiedy zbliżały się pierwsze w historii Mistrzostwa Europy w lekkoatletyce, polski mistrz zapowiedział swój udział. Impreza rozegrana została w Turynie, a Janusz Kusociński wrócił z nich ze srebrnym medalem wywalczonym na dystansie 5000 metrów. Podejmował ponadto wielu znakomitych rywali, stając z nimi do biegu bez żadnych kompleksów i zwyciężając. Z czasem nawet fińscy zawodnicy coraz rzadziej decydowali się stawać z nim w szranki, obawiając się porażek.

Polak przygotowywał się do startów w kolejnych Igrzyskach Olimpijskich, które miały się odbyć w 1936 roku w Berlinie. Przewlekła kontuzja kolana uniemożliwiała Kusocińskiemu przygotowywanie się do kolejnych startów i nie pozwoliła mu wziąć udziału w kolejnym międzynarodowym sportowym święcie. Próbował leczyć uraz, poddawał się kolejnym operacjom i zabiegom, jednak stan zdrowia przez dłuższy czas nie poprawiał się na tyle, by Kusy mógł trenować na pełnych obrotach.

Miłość Kusocińskiego do sportu nie pozwalała mu rozstać się z nim ani na chwilę, tak więc nie mogąc trenować, postanowił kontynuować edukację, wstępując do Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego na Bielanach. W 1937 roku zdał maturę,  co w dalszej perspektywie pozwoliło mu na ukończenie studiów. W międzyczasie pracuje także w charakterze korespondenta prasowego, jako specjalista w dziedzinie sportu. Tak było chociażby przy okazji Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w 1936 roku.

Na rok przed wybuchem II Wojny Światowej Janusz Kusociński wracał do doskonałej formy. Jego kontuzja coraz rzadziej dawała o sobie znać, a Kusy zdołał wrócić do znakomitej dyspozycji – do tego stopnia, że na wieść o najnowszych wynikach Polaka respektu nabierały sławy światowej lekkoatletyki. W 1939 roku Kusociński pobił rekord Polski w biegu na 5000 metrów. Uzyskał czas 14:24,20, co było wówczas szóstym wynikiem na świecie. Tryumfował także na mistrzostwach Polski, gdzie ponownie był bezkonkurencyjny w biegu na 10 000 metrów.

Można się tylko domyślać, jaką formę Kusociński zaprezentowałby na Igrzyskach Olimpijskich w 1940 roku, gdyby nie wybuch wojny. Nasz biegacz był w doskonałej dyspozycji, ponownie znalazł się w czołówce i wróżono mu sukcesy. Losy jednak potoczyły się inaczej.

Z racji nieustannych problemów ze zdrowiem, w chwili napaści Niemiec na Polskę Kusociński miał kategorię wojskową, zgodnie z którą jego osoba nie mogła być brana pod uwagę przy poborze do armii. Patriotyzm Kusego nie pozwolił mu jednak na bezczynność w obliczu niebezpieczeństwa, w jakim znalazła się Polska. Zgłosił się do wojska jako ochotnik i otrzymał przydział. Trafił do kompanii karabinów maszynowych II batalionu 360 Pułku Piechoty.  

Podczas obrony Warszawy Janusz Kusociński został dwukrotnie ranny. Mimo odnoszonych ran nie chciał opuszczać stanowiska bojowego, choć w obawie przed rozpoznaniem przez Niemców trafił do domu sanitariuszki Zofii Biernackiej, u której pozostał przez jakiś czas i dopiero po operacji w październiku wrócił do mieszkania przy ulicy Nowakowskiego, gdzie mieszkał z matką i siostrą. Jego zasługi w obronie Warszawy zostały docenione przez dowództwo i generał Juliusz Rommel nagrodził Kusego Krzyżem Walecznych.

Na tym jednak nie zakończyła się działalność Kusocińskiego na rzecz Ojczyzny. W czasie, gdy kraj znajdował się pod niemiecką okupacją, Kusy zatrudnił się jako kelner w gospodzie dla sportowców Pod Kogutem i równolegle działał w podziemnej Organizacji Wojskowej Wilki, działając pod pseudonimem Prawdzic. Była to pierwsza konspiracyjna organizacja, która w trakcie II Wojny Światowej starła się zbrojnie z okupantem. Po jej zdekonspirowaniu przez Niemca Szymona Wiktorowicza, Kusociński został aresztowany przez gestapo, skuty i natychmiast przewieziony na Pawiak.

Wiedziano, że Kusy jest wybitnym sportowcem, a przy tym i żarliwym patriotą, toteż hitlerowcy potraktowali go jak szczególnie niebezpiecznego więźnia. Zarówno na Pawiaku, jak i w więzieniu przy alei Szucha przetrzymywano go w pojedynczej celi, ze skutymi rękami i nogami.  Niemcy przez długi czas torturowali Kusocińskiego, jednak kaźnie, jakie zgotowali polskiemu mistrzowi, nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Janusz Kusociński, okrutnie maltretowany przez hitlerowskich oprawców, nie wydał żadnego ze współpracowników. Wyrok dla Polaka – wybitnego sportowca, patrioty i działacza konspiracyjnego – mógł być w takiej sytuacji tylko jeden…

Janusz Kusociński zginął zamordowany przez hitlerowskich oprawców w ramach akcji AB, wymierzonej przeciwko polskiej inteligencji. Był jedną z ponad 6000 ofiar tego zbrodniczego przedsięwzięcia. Ostatnie słowa, jakie miał wypowiedzieć przed śmiercią, brzmiały: Niech żyje Polska!. Mordu dokonano 21 czerwca 1940 roku w Puszczy Kampinoskiej, w pobliżu Palmir. Tam także, na cmentarzu upamiętniającym ofiary zbrodni, znajduje się miejsce jego pochówku.

palmiry_kusocinski_grob
Nagrobek Janusza Kusocińskiego, fot. Wikipedia

Pamięć o wybitnym polskim sportowcu pozostaje na szczęście żywa. Nie brakuje publikacji poświęconych jego życiu i działalności, zaś od 1954 roku, każdego roku organizowany jest w Polsce Międzynarodowy Memoriał Janusza Kusocińskiego. Impreza ta rokrocznie gromadzi czołowych polskich lekkoatletów, choć bardzo często Polskę odwiedzają wówczas zawodnicy zza granicy. Ponadto organizuje się Mały Memoriał Janusza Kusocińskiego – nieoficjalnie uznawany za lekkoatletyczne mistrzostwa Polski młodzików.

Janusz Kusociński był jednym z najwybitniejszych lekkoatletów w historii polskiego sportu. Wybitny biegacz, swego czasu znany na całym świecie. Patriota, który w obliczu zagrożenia Ojczyzny nie wahał się podjąć działania w jej obronie, za co zapłacił najwyższą cenę. Wreszcie, człowiek będący autorytetem godnym naśladowania –  nie tylko dla osób zajmujących się sportem.

 

OSIĄGNIĘCIA SPORTOWE:

Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles – 1932 – bieg na 10.000m – złoty medal (30:11,4)

Mistrzostwa Europy w Turynie – 1934 – bieg na 5000m – srebrny medal  (14:41,2)

Rekordy świata na 3000m (19 czerwca 1932, 8:18,8) i 4 mile (30 czerwca 1932, 19:02,6)

25 rekordów Polski na różnych dystansach

Ponadto wielokrotny Mistrz Polski w biegu na 1500m (1930, 1931), 5000m (1928, 1930, 1931), 10 000m (1939), 800m (1932).