Zrujnowana młodość – recenzja „Jutro idziemy do kina”

udostępnij na:
jutro_idziemy_do_kina

Polska kinematografia pełna jest filmów poruszających tematykę II Wojny Światowej, ale „Jutro idziemy do kina” wyróżnia się na tle większości z nich. Twórcy na ogół koncentrowali się na ukazaniu tragedii wojny, doświadczenia samego konfliktu zbrojnego oraz terroru okupacji. Michał Kwieciński poszedł inną drogą i zamiast piekła wojny, kieruje widza w stronę refleksji nad tragedią pokolenia, które w przededniu największego w dziejach konfliktu dopiero wchodziło w dorosłość.

Główni bohaterowie to trzej koledzy ze szkolnej ławki. Po tym, jak zdali maturę, świat stanął przed nimi otworem. Jurek, inteligentny i pogodny, był najlepszym uczniem w klasie. Chce iść na studia, ale nie wybrał jeszcze kierunku – dorosłość postanawia więc zacząć od wstąpienia do szkoły podchorążych. Pragnąc kontynuować rodzinne tradycje, do wojska zgłasza się również drugi z młodzieńców, Andrzej – nieco surowy, ambitny syn oficera wychowywany po śmierci matki przez ciotkę. Bezskutecznie o dołączenie do armii stara się trzeci z kolegów, Piotr. Wrodzona wada serca uniemożliwia mu pełnienie służby wojskowej, zamiast tego jednak nieśmiały młodzieniec rozpoczyna studia na wydziale medycyny.jutro_idziemy_do_kina2

Mijają miesiące. Jurek i Andrzej spędzają je w wojsku, a Piotr w murach uczelni. W ich życiu pojawiają się kobiety. Piotr, ku rozbawieniu kolegów wierzący w „czystą i niewinną miłość”, podkochuje się w przypadkowo poznanej na ulicy Zosi. Wybranką Jurka została Krysia, nieco wyniosła studentka romanistyki, Andrzej zaś pokochał Marinę – starszą od siebie, uwodzicielską właścicielkę restauracji, jednak utrzymuje tę relację poza wiedzą przyjaciół.

Tymczasem w tle jest nieuchronnie zbliżająca się wojna. Choć perspektywa jej wybuchu jest realna, to jednak w postrzeganiu bohaterów raczej odległa, mało prawdopodobna. Trzeźwiejszy osąd sytuacji ma starsze pokolenie, które dwie dekady wcześniej przelewało krew dla sprawy odrodzenia Ojczyzny. Jednak i wśród jego przedstawicieli nie brakuje takich, którym wspomnienia zwycięskiej wojny z 1920 roku przesłaniają wagę zbliżającego się zagrożenia. Z podręczników i wspomnień wiemy, jak silne było przekonanie Polaków o potędze własnej armii, jak wielu z nich ufało w siłę sojuszu z Wielką Brytanią i Francją, wreszcie – jak wielu było pewnych, że w przypadku wybuchu wojny wojska Hitlera zostaną rozgonione najwyżej w przeciągu kilkunastu dni. Nastroje te twórcy filmu odwzorowali bardzo wiernie, co powoduje pewien dyskomfort u widza, który przecież doskonale wie, w jaki sposób faktycznie potoczyła się wojna.jutro_idziemy_do_kina3

Twórcy „Jutro idziemy do kina” nie silą się na żadne wyszukane historie. Proponują dość prostą opowieść o trzech młodych chłopakach, przekonujących bohaterach z krwi i kości, którzy w przededniu wojny mieli swoje marzenia, plany i tęsknoty, a które zostały w brutalny sposób zniweczone. W poczynaniach bohaterów widać pewną beztroskę i młodzieńczą naiwność, co jednak doskonale współgra z konwencją obraną przez twórców. Postacie i zawiązujące się między nimi relacje, bywają subtelnie przerysowane, w filmie nie brakuje też stricte komediowych partii i dialogów. Klimat ten bardzo dobrze wyczuli zatrudnieni do obsady aktorzy, którzy stworzyli szereg wyrazistych kreacji. Jedną z pierwszych rzeczy rzucających się w oczy, jest okazała reprezentacja aktorów, których można było zobaczyć w „Czasie Honoru”, co dla miłośników serialu na pewno będzie mocnym argumentem, by sięgnąć także po film Kwiecińskiego. Postać Jerzego Bolesławskiego, grana przez Kubę Wesołowskiego, do złudzenia przypomina zresztą Michała Konarskiego. W filmie zobaczymy także Antoniego Pawlickiego, choć grany przez niego Piotr – nieśmiały i naiwnie romantyczny – niespecjalnie przypomina odpowiedzialnego i zaradnego Jana Markiewicza ze wspomnianego serialu. Ozdobą są role kobiece, a wśród nich prawdziwą perłą okazuje się Julia Pietrucha, której udziałem jest kreacja nieco nieokrzesanej, niedostępnej Zosi, wyjątkowo odpornej na zaloty Piotra.

Niezdecydowanych, czy warto zafundować sobie seans z dziełem Kwiecińskiego, może przekona fakt, że twórcom udało się odtworzyć unikalną atmosferę polskiego międzywojnia. Dbałość o plenery, scenografię i odwzorowanie kostiumów z epoki to jedno, ale sympatycy historii II Rzeczypospolitej na pewno docenią wierne oddanie ducha tamtych czasów, światopoglądu ówczesnej młodzieży i wyznawanych przez nią wartości. Wartości, za które przyszło jej walczyć i ginąć i to nie tylko podczas wojny, ale również po jej zakończeniu, kiedy Polska na długie dekady trafiła do sowieckiej strefy wpływów.