O krok od Oscara – recenzja filmu „W ciemności”

udostępnij na:
na planie  filmu " HIDDEN" w rezyserii Agnieszki Holland Lipsk  luty   2010 fot.Robert Palka / Fotos-Art / FORUM  
Zdjecie nie moze byc wykorzystane w negatywnym kontekscie.##

O filmie „W ciemności” Agnieszki Holland zrobiło się głośno w momencie, gdy Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej nominowała go do Oscara w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego. I chociaż cenna statuetka trafiła ostatecznie do rąk irańskiego twórcy Asghara Farhadiego za obraz „Rozstanie”, to dzieło polskiej reżyserki odbiło się szerokim echem na całym świecie.

Film Holland przedstawia historię kilkunastu Żydów, którzy tuż przed likwidacją getta we Lwowie znaleźli schronienie w rozciągających się pod ulicami miasta kanałach. Stałyby się one ich grobem, gdyby nie Leopold Socha – Polak, pracujący w zakładzie oczyszczania miasta. Nie jest on wzorem cnót. To drobny złodziejaszek, będący na bakier z prawem. Początkowo pomaga Żydom dla pieniędzy. Z czasem jego motywacje ulegają zmianom. Górę biorą bezinteresowność, empatia i chrześcijańska miłość bliźniego.

„W ciemności” to kawał solidnego, filmowego rzemiosła. Dzieło Agnieszki Holland może być bez przeszkód stawiane na jednej półce z takimi produkcjami dotyczącymi Holokaustu, jak chociażby „Pianista” Romana Polańskiego czy „Lista Schindlera” Stevena Spielberga. Mało tego, łatwo odnieść wrażenie, iż pod niektórymi względami „W ciemności” jest nieopisanie lepszy, aniżeli wspomniane filmy.

Film otwiera brutalna scena, w której grupa esesmanów pędzi przez las kilkadziesiąt zupełnie nagich kobiet, by następnie rozstrzelać je wszystkie i zrzucić ciała do zbiorowej mogiły. A to tylko wstęp do tego, co czeka widza w dalszej części filmu. Chociaż tempo akcji jest niespieszne, w pewnym sensie korespondujące z wielomiesięczną gehenną, jaką w lwowskich kanałach przechodzą bohaterowie, to twórcy postarali się, aby napięcie towarzyszyło widzowi od pierwszej, do ostatniej minuty. Co rusz raczą go bądź wzruszającymi, bądź wstrząsającymi obrazami, co do których nie ma wątpliwości, że z czasem zapiszą jako jedne z najbardziej poruszających scen w historii kina dotyczącego Holokaustu.

Twórcy postawili na naturalizm, decydując się na pokazanie rzeczywistości bez zbędnego upiększania, czy selekcjonowania obrazów w taki sposób, by oszczędzić odbiorcy odrażających widoków. Począwszy od brutalnych, publicznych egzekucji, poprzez odbierany w spartańskich warunkach poród, skończywszy na gnijących zwłokach pływających w kanałach. Rzeczywistość w jakiej znaleźli się ratowani przez Leopolda Sochę Żydzi, ukazana została bez kompromisów, w zgodzie z relacjami, na których bazował scenariusz. Ukazanie wojny w całej jej brutalności i z wszechobecnym okrucieństwem stanowi bez wątpienia atut opisywanej produkcji.

Istotną rolę w najnowszym dziele Agnieszki Holland odgrywają sceny erotyczne. Nie ma jednak mowy o prostym epatowaniu nagością, gdyż służą one ukazaniu kondycji moralnej bohaterów, w zależności od tego, w jaki sposób zostały nakręcone. Zatracenie człowieczeństwa w obliczu tragicznej sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie, ukazane zostało między innymi poprzez sceny ich stosunków seksualnych – nie ma w nich uczucia, jest jedynie powierzchowność, zwyczajna biologiczna żądza, odarta z jakiejkolwiek metafizyki. Jednak prawdziwa miłość zdolna jest do przezwyciężania największych trudności i narodzić się może choćby w najbardziej tragicznych realiach, czego zdaje się dowodzić piękna, symboliczna scena z udziałem Klary Keller (w tej roli Agnieszka Grochowska) i Mundka (Beno Furmann). Kryje się za nią jasny przekaz – miłość jest tym, co pozwala przetrwać, zachować człowieczeństwo, czymś, co pozwala zmyć brudy codzienności (znamienne, że scenę poprzedza kąpiel Klary) i przełamać poczucie beznadziei.w_ciemnosci_3

Skrywani przez Leopolda Sochę Żydzi nie stanowią jednak zgranej wspólnoty. Wręcz przeciwnie, w miarę upływu czasu narastają między nimi konflikty, padają wzajemne oskarżenia, a wreszcie dochodzi do dzieciobójstwa. Bywają porywczy, zawistni, a pomagający im Socha doznaje także niewdzięczności z ich strony. Holland wprawdzie stawia ich w roli ofiar, jednak nie hołduje powielanemu przez lata stereotypowi, w myśl którego są to ofiary bez skazy na własnym wizerunku. Tragiczna sytuacja, w jakiej się znaleźli, popycha ich niejednokrotnie do czynów, które z moralnego punktu widzenia należałoby uznać za karygodne.

Na osobną uwagę zasługują główny bohater „W ciemności”, Leopold Socha, wraz ze swoim odtwórcą – Robertem Więckiewiczem. Jego historia została na potrzeby filmu nieznacznie zmieniona. Z produkcji Holland dowiadujemy się na przykład, że Socha uratował od śmierci czternaścioro Żydów, podczas gdy w rzeczywistości były ich dwie dziesiątki. Jednak ogólny wizeurnek tej postaci, wyłaniający się ze źródeł i wspomnień, pozostaje bez zmian. Socha żyje na bakier z prawem, daleko mu do wzorów cnót, a mimo to decyduje się na niezwykle ryzykowne, trudne i niebezpieczne przedsięwzięcie, jakim jest wielomiesięczne niesienie pomocy ocalałym z likwidacji getta Żydom. Postać Sochy nie byłaby z pewnością do tego stopnia przejmująca, gdyby nie wspomniany Więckiewicz, który we „W ciemności” wzbił się na wyżyny swoich aktorskich umiejętności. Więckiewiczowi nigdy nie brakowało talentu, jednak każdy, kto śledził jego dotychczasową karierę, oglądając „W ciemności” będzie mógł się przekonać, iż występ ten potraktował w sposób szczególny.

Więckiewicz, któremu w udziale przypadła główna rola, sprostał postawionemu przed nim zadaniu. To samo można jednak powiedzieć o pozostałych aktorach z obsady, wśród których nie sposób znaleźć kogoś, kto wyróżniałby się negatywnie na tle reszty. Bardzo dobrze zagrała Agnieszka Grochowska, wcielająca się w Klarę Keller, podobnie jak Kinga Preis, w roli małżonki Sochy. Ważną postać miał do odegrania także Benno Furman, jednak i on odgrywając Mundka Marguliesa stanął na wysokości zadania. Wreszcie, osobne słowa uznania należą się Milli Bańkowicz, w jakże istotnej roli Krystyny Chiger, tej samej, której późniejsze wspomnienia zainspirowały twórców scenariusza „W ciemności”.

Wobec najnowszego filmu Agnieszki Holland trudno także wystosować poważniejsze zarzuty w kwestii oprawy technicznej. Obraz cechuje przede wszystkim rewelacyjna scenografia, przygotowana przez zespół w składzie Erwina Priba, Katarzyny Sobańskiej i Marcela Sławińskiego. Świetnie spisała się poza tym Jolanta Dylewska, odpowiedzialna za przygotowanie zdjęć. Po obejrzeniu „W ciemności” nikt nie powinien mieć wątpliwości, że nie bez powodu zdobyła w tej kategorii Złotą Żabę na Camerimage, a Polska Akademia Filmowa nominowała ją do Orła. Uwagę zwracają także dobrze przygotowane kostiumy, a także muzyka skomponowana przez Antoniego Łazarkiewicza. Łatwo zauważyć, iż nie jest ona zbyt często odtwarzana. Zwłaszcza w przypadku scen w kanałach panuje niemal grobowa cisza, przerywana głównie kwestiami dialogowymi. Pozwoliło to perfekcyjnie, niemal namacalnie oddać klaustrofobiczną, ponurą atmosferę panującą pod ulicami Lwowa.

„W ciemności” słusznie uznawane jest za jeden z najlepszych – o ile nie najlepszy – film w dotychczasowym dorobku Agnieszki Holland. Fakt, że nie udało jej się zdobyć Oscara, nieco rozczarowuje, trzeba jednak pamiętać, iż w tym roku konkurencja była wyjątkowo silna. Niezależnie od tego jednak, należy cieszyć się, iż taka produkcja powstała, a ponadto zyskała rozgłos na świecie. W obliczu pseudohistorycznych rewelacji Jana Tomasza Grossa, a także niepokojącej tendencji do uznawania Polaków za współwinnych Holokaustu, Holland proponuje film, w którym nasi rodacy wykazują się zupełnie inną, ludzką postawą wobec hitlerowskich zbrodni. Postawą solidarną, postawą oporu, która – o czym należy pamiętać – wówczas wśród Polaków dominowała.