Polskie jabłka – symbol krajowego eksportu i konsumenckiego patriotyzmu

udostępnij na:
polskie_jablka

Jabłka stanowią jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli polskiego eksportu i rosnącego zainteresowania świata naszą żywnością. W stwierdzeniu, że w tej dziedzinie Polska jest światową potęgą, nie ma żadnej przesady. Obecnie co piąte spożywane na świecie jabłko pochodzi z naszych sadów. Jak do tego doprowadzono? Z jakimi problemami zmagają się mimo sukcesów polscy sadownicy? Wreszcie, przed jakimi perspektywami stoją w najbliższych latach rodzimi eksporterzy?

Geneza sukcesu

Jeszcze zanim Polska wstąpiła do Unii Europejskiej, nasza żywność miała opinię smacznej, ekologicznej i zdrowej. Nie inaczej było z jabłkami. Już w 2004 roku sprzedawaliśmy za granicą ponad 400 000 ton. Wówczas wydawało się to znaczącą ilością, jednak w porównaniu z najnowszymi danymi o eksporcie, liczby te wypadają bardzo blado. Niespełna dziesięć lat później było to już ponad 1,2 mln ton. W 2014 roku zajęliśmy pozycję największego na świecie eksportera jabłek, wyprzedzając Chiny o 250 000 ton. Wynik ten zawdzięczamy w dużej mierze wysoko rozwiniętemu przemysłowi przetwórczemu tych owoców. Jeszcze w latach 80-tych ubiegłego stulecia produkcja zagęszczone soku jabłkowego wynosiła w Polsce około 80 000 ton. Dzisiaj liczby te oscylują w granicach 300 000 ton, co sprawia, że w Europie nie mamy sobie równych, a w skali światowej wyprzedza nas nieznacznie wyłącznie Kraj Środka.

Czynników, które złożyły się na tak spektakularny sukces polskich jabłek, można wymienić przynajmniej kilka. U progu lat dziewięćdziesiątych, kiedy granice zostały otwarte, polscy sadownicy chętnie udawali się na zachód, pracując tam i biorąc udział w szkoleniach. Zdobytą w ten sposób wiedzę wykorzystywali w Polsce, modernizując techniki upraw i stopniowo goniąc zagranicznych kolegów zarówno w wielkości, jak i jakości produkcji owoców. W miarę kolejnych wzrostów sadownicy zbierali się w grupy producenckie, co ułatwiało wkraczanie na nowe rynki i napędzanie eksportu. Obecnie takich grup działa w Polsce ponad 300, z czego blisko jedna trzecia wyspecjalizowała się w masowej sprzedaży owoców za granicę. Wiele z nich posiada imponujących rozmiarów chłodnie, mogące pomieścić nawet do 5000 ton jabłek. Wszystkiemu temu towarzyszyła zmiana struktury wielkości gospodarstw. O ile po upadku komunizmu dominowały niewielkie, zaledwie kilkuhektarowe sady, tak w dniu dzisiejszym na porządku dziennym są gospodarstwa liczące ich kilkanaście, czy kilkadziesiąt. Całości dopełniło wstąpienie Polski do Unii Europejskiej. Ułatwiło ono sprzedaż do kolejnych państw, a ponadto pozwoliło na otrzymanie znacznych środków pomocowych, które – odpowiednio wykorzystane – walnie przyczyniły się do obecnej pozycji w tej dziedzinie.

Komu smakują polskie jabłka?

Obecnie na eksport każdego roku trafia ponad połowa polskiej produkcji jabłek. W liczbach bezwzględnych to ponad 1,5 miliona ton tych owoców. Jeszcze przed kryzysem ukraińskim największym ich odbiorcą była Rosja, na którą w szczytowym momencie przypadało aż 70 procent sprzedaży. Embargo nałożone na polską żywność w 2014 roku sprawiło, że polscy sadownicy, aby ratować swoją działalność, musieli naprędce dywersyfikować portfel odbiorców. O tym, że w kryzysowym momencie zdali ten trudny egzamin, pisaliśmy wcześniej w tym artykule. Wystarczy powiedzieć, że gdyby wyłączyć Rosję, to eksport polskich jabłek w ujęciu rocznym zwiększył się aż o 47 procent. Bardzo wzrosła sprzedaż na Białoruś (o 92%), skąd, co nie jest tajemnicą, znaczna część jabłek mimo grożących sankcji trafiała dalej do Rosji. Podobnie było z Kazachstanem (o 67%). Serbia polskich jabłek kupiła 12 razy więcej, niż w roku ubiegłym, a Bośnia aż 19-krotnie – i wiadomo, że część z nich znalazła swoich ostatecznych odbiorców w Rosji.

Skuteczne okazały się kampanie promocyjne w Unii Europejskiej, do której z roku na rok trafia coraz więcej polskiej produkcji. Tysiące ton polskich jabłek trafiają do Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Potencjał tych rynków ciągle pozostaje niewyczerpany i eksport w tych kierunkach w dalszym ma przed sobą bardzo obiecujące perspektywy. Polscy sadownicy z pewnością będą mogli sprzedawać tam jeszcze więcej jabłek, uzyskując jeszcze korzystniejsze ceny – pod warunkiem, że dostosują się do wymagań tamtejszych konsumentów, którzy wykazują zainteresowani najwyższymi jakościowo odmianami tych owoców.

To nie koniec sukcesów?

Warto zauważyć, że do 2014 roku niemal cały polski eksport jabłek trafiał do państw europejskich – co i tak wystarczyło do zajęcia pozycji lidera eksportu. Kryzys ukraiński sprawił, że Polacy coraz odważniej poszukiwali klientów nie tylko poza kierunkiem wschodnim, ale i poza Europą w ogóle. Dzięki determinacji sadowników oraz wsparciu państwa udało się dotrzeć z polskimi jabłkami na kilka zagranicznych rynków, bądź też w przypadku niektórych państw znacząco zwiększyć eksport w porównaniu z latami ubiegłymi. Do polskich jabłek przekonali się między innymi mieszkańcy Zjednoczonych Emiratów Arabskich i chociaż póki co wymiana handlowa z tym krajem nie należy do najwyższych, to zauważalna jest wyraźna tendencja wzrostowa.

Nie inaczej jest w przypadku Wietnamu, który jest nowym, ciekawym punktem na naszej eksportowej mapie. W październiku 2015 roku zostały podpisane stosowne porozumienia, umożliwiające sprzedaż naszych owoców na tamtejszym rynku. Polska jest jednym z nielicznych państw, z których Wietnam zdecydował się je importować. Sadownicy spodziewają się sprzedawać do Wietnamu nawet kilkadziesiąt tysięcy ton jabłek rocznie, a najwięksi optymiści twierdzą, że możliwe jest szybkie osiągnięcie pułapu 100 000 ton.

W przypadku Wietnamu negocjacje dotyczące eksportu jabłek trwały niespełna rok, co w tej branży jest tempem wręcz ekspresowym. Wystarczy przypomnieć, że Argentyna ustalała z Chinami warunki handlu jabłkami przez okres niemal 10 lat, a negocjacje Nowej Zelandii z Państwem Środka, choć podejmowane kilkakrotnie, za każdym razem kończyły się fiaskiem. Nie należy się łudzić, że negocjacje polskich sadowników zawsze będą kończyć się tak szybkimi i obiecującymi sukcesami, jak w przypadku Chin. W przypadku niemal każdego pozaunijnego państwa, do którego chcielibyśmy sprzedawać polskie owoce, musimy podpisywać podobne dwustronne porozumienia. Zawsze są one poprzedzone wnikliwymi kontrolami i analizami zagranicznych inspektorów, sprawdzających polskie sady, sortownie, magazyny i pakowalnie. Polscy sadownicy nie mają jednak kompleksów i odważnie podejmują negocjacje z kolejnymi państwami. Na celowniku są przede wszystkim Chiny oraz Indie. Pierwsze z tych państw bardzo chroni swojego rynku, gdyż samo jest jedną z największych eksportowych potęg. Drugie natomiast stosuje inne od polskich metody zabezpieczenia przed chorobami i szkodnikami, a ponadto tamtejsi odbiorcy najchętniej kupują inne odmiany – odmiany dwukolorowe, w których Polska się wyspecjalizowała, ciągle stanowią niewielką część owoców kupowanych przez tamtejszych konsumentów. Z nieco mniejszych, ale również bardzo obiecujących rynków, na które pragną dotrzeć polscy eksporterzy, wyróżnić można Tajlandię, Tajwan, oraz kraje Afryki Północnej. Wydaje się jednak, że przy skutecznej współpracy sadowników i rządzących dotarcie do tamtejszych odbiorców jest jedynie kwestią czasu.

Perspektywy dla eksportu polskich jabłek pomimo wielu wyzwań i kłopotów pozostają bardzo optymistyczne. Rosyjskie embargo z jednej strony spowodowało spadek wartości eksportu, z drugiej – Polacy nie tylko znaleźli szereg sposobów na jego omijanie i sprzedawania owoców do Rosji innymi kanałami, ale także zostali skłonieni do jeszcze aktywniejszego poszukiwania nowych rynków. Pierwsze efekty już są. Miejmy nadzieję, że to dopiero początek.