Orła wrona nie pokona! – recenzja powieści „Wroniec” Jacka Dukaja

udostępnij na:
wroniec_jacek_dukaj

Gdyby zapytać polskich miłośników fantastyki o najwybitniejszego rodzimego pisarza tego gatunku, znaczna część z nich bez wahania wskazałaby Jacka Dukaja. Każda książka tego autora, sześciokrotnie uhonorowywanego Nagrodami im. Janusza A. Zajdla, a w 2009 roku Europejską Nagrodą Literacką, jest z niecierpliwością wyczekiwana przez nich niecierpliwie wyczekiwana. Nie inaczej było z „Wrońcem”.

Głównym bohaterem jest mały chłopiec imieniem Adaś, którego ojciec pewnego grudniowego poranka znika, porwany przez wielkiego, czarnego Wrońca. Wkrótce służące ptaszysku Suki porywają także pozostałych bliskich, a chłopiec trafia pod opiekę pana Jana. Adaś zrobi wszystko, by wyrwać swoją rodzinę ze szpon Wrońca. Może liczyć na wsparcie Pozycjonistów i Opornych. Jednak stawienie Oporu okazuje się niezwykle wymagającym zadaniem. Zwłaszcza, że ulice usłane są niebezpiecznymi Milipantami i Bubekami, każdy napotkany przechodzień może okazać się Podwójnym Agentem, zaś przerażająca Maszyna-Szarzyna zalewa swą Szarością ogół Bywateli.

Opowiadając o początkach stanu wojennego, Jacek Dukaj obiera manierę mrocznej, miejscami nieco psychodelicznej baśni. Styl narracji, jak również nastrój towarzyszący lekturze, przywodzi na myśl pamiętną „Koralinę” Neila Gaimana. „Wrońcowi” trwogi i powagi dodaje jednak fakt, że traktuje o zdarzeniach, które faktycznie miały miejsce. Owszem, Dukaj posługuje się licznymi symbolami i baśniowymi metaforami, a krwawą rzeczywistość tamtego okresu ubiera w takie szaty, by książka była przystępna także dla najmłodszego czytelnika. Jednak nawet wybierając taką formę, autor zdołał wykreować niemalże namacalną atmosferę powszechnego strachu, niepewności i zaszczucia. Tę samą, którą starsi adresaci powieści być może pamiętają, zaś młodsi mogą sobie wyobrazić, czytając świadectwa osób represjonowanych w tamtych dniach przez reżim komunistyczny.

Na odwrocie okładki „Wrońca” widnieje informacja, iż jest to książka „o Adasiach i dla Adasiów”. Dukaj zastosował jednak liczne odniesienia do konkretnych osób i wydarzeń oraz gry językowe nawiązujące do elementów rzeczywistości sprzed ponad trzydziestu lat. Z tego powodu treść i wymowa powieści zostanie w pełni zrozumiana przez osoby będące wspomnianymi „Adasiami” w okresie stanu wojennego lub żywo zainteresowane historią. Wśród najbardziej czytelnych fragmentów wyróżnić można wzmiankę o „panu w mundurze, z wielką głową i w wielkich okularach” bądź sugestię, iż najoporniejszy z Opornych koniecznie musi być Elektrykiem. Podobnych, nie zawsze równie oczywistych, odniesień jest we „Wrońcu” bardzo wiele.

Na osobną uwagę zasługuje oprawa graficzna książki, za którą odpowiada Jakub Jabłoński. Jego autorskie ilustracje, bogato zdobiące kolejne karty powieści, stanowią nie tyle uzupełnienie czy urozmaicenie lektury, co jej ważną, integralną część. Wyobrażenia postaci i monstrów powstałych w wyobraźni Dukaja – równie groteskowe, co zatrważające – budzą skojarzenia z najbardziej ekscentrycznymi animacjami Tima Burtona. Pośród niewielkich, zaledwie półstronicowych obrazków, znajdują się i takie, które zajmują dwie pełne strony. To właśnie one, przyozdobione cytatami z książki, a niekiedy kuriozalnymi pieśniami wznoszonymi przez bohaterów zbiorowych – takich jak Członkowie, Przechodnie, Pozycjoniści, Bubecy czy Milipanci – są największym atutem wizualnej oprawy książki.

„Wroniec” to książka niezwykła. W wyjątkowy, niespotykany dotąd sposób porusza jedną z najważniejszych, ciągle budzących duże emocje i kontrowersje, kart z najnowszej historii Polski. Powieść jest emocjonująca, wzruszająca, ale i zatrważająca. Zupełnie inna od dotychczasowych dzieł Dukaja, lecz w równym stopniu godna poznania – powinna znaleźć swoje miejsce zarówno w biblioteczkach miłośników rodzimej fantastyki, jak również pasjonatów polskiej historii.

wroniec_jacek_dukaj_2