Polskie zwyczaje wielkanocne – Wielki Piątek

udostępnij na:
wielki_piatek_wielkanoc_polskie_zwyczaje

Wielki Piątek stanowi  w tradycji katolickiej pamiątkę męczeńskiej śmierci Jezusa Chrystusa. Jest to czas zadumy, smutku i refleksji, a także jedyny dzień w roku, gdy w katolickich świątyniach nie jest odprawiana msza święta. Mimo to, nie brakuje związanych z nim obrzędów i zwyczajów, zarówno tych kultywowanych dawniej, jak i tych, o których pamiętamy i praktykujemy także dziś.

Liturgia Męki Pańskiej

Zgodnie z ewangelią według świętego Mateusza, śmierć Jezusa nastąpiła popołudniu, stąd większość obrzędów i nabożeństw odbywa się właśnie o tej porze dnia. Zaczyna je Liturgia Męki Pańskiej. Jej początek jest zupełnie nietypowy jak na katolickie nabożeństwo, następuje bowiem w zupełnej ciszy. Nie odmawia się modlitw, nie są śpiewane żadne pieśni. Kapłan wraz ze swoimi asystentami na oczach wiernych pada przed ołtarzem na twarz i przez kilka chwil leży krzyżem, podczas gdy wierni, w milczeniu i na kolanach, wspominają zbawczą mękę Chrystusa, oczekując na kolejne części nabożeństwa. Następnie czytane jest proroctwo o Cierpiącym Słudze Jahwe i fragment listu do Hebrajczyków, a chwilę później – opisy Męki Pańskiej według świętego Jana. W trakcie wielkopiątkowej liturgii odprawiane są również przejmujące modlitwy w intencji jedności całego chrześcijańskiego świata, a także o nawrócenie Żydów.

Najważniejszym punktem nabożeństwa jest adoracja krzyża świętego. Wnoszony przez kapłana przed ołtarz, zasłonięty jest fioletowym materiałem, a następnie, przy śpiewie i modlitwie wiernych, powoli odsłaniany. Krzyż pozostaje tu do Wigilii Paschalnej, tak, by wierni w dowolnej chwili mogli poświęcić się jego adoracji. Ostatnim elementem Liturgii Męki Pańskiej jest zaś procesja do Grobu Pańskiego. Tuż obok wybudowanego – najczęściej wewnątrz świątyni – grobu Chrystusa, na niewielkim ołtarzyku, umieszcza się Najświętszy Sakrament, przykryty przejrzystym materiałem, symbolizującym całun, w który owinięto ciało Jezusa. W bardzo wielu kościołach wierni pozostają w świątyniach przez całą noc, strzegąc Grobu Pańskiego i adorując najświętszy sakrament.

Droga Krzyżowa

Poza Liturgią Męki Pańskiej – obowiązkowym nabożeństwem Wielkiego Piątku – w większości kościołów odprawiane są Drogi Krzyżowe. Zwykle ma to miejsce około godziny piętnastej, gdyż zgodnie z Pismem Świętym, właśnie o tej godzinie Chrystus skonał na krzyżu. Ponadto, Wielki Piątek stanowi dobrą okazję do przedświątecznej spowiedzi. Od wielu lat większość polskich katolików przystępuje do sakramentu pokuty właśnie w trakcie Wielkiego Tygodnia. Nic zatem dziwnego, iż każdego roku przy okazji wielkopiątkowych nabożeństw i obrzędów kościoły wprost pękają w szwach.

Wielki Piątek to jeden z dwóch – obok Środy Popielcowej – dni w roku, kiedy katolicy w Polsce i na świecie zobowiązani są do przestrzegania ścisłego postu.  W dniu tym, jak w niemal każdy piątek, powinni oni powstrzymać się od spożycia mięsa, a także ograniczyć spożywanie posiłków. W Polsce wygląda to w ten sposób, iż spożywa się trzy posiłki – w tym tylko jeden do syta, natomiast dwa pozostałe niepełne.

Tak Wielki Piątek wygląda w Polsce współcześnie, ale warto wspomnieć o pewnych zwyczajach związanych z tym szczególnym dniem, które dziś kultywowane są w nielicznych miejscach, bądź też przetrwały w odmienionej formie.

Symboliczne Groby Pańskie

Jednym z najważniejszych i najciekawszych jest wspomniany wcześniej zwyczaj wystawiania w kościołach symbolicznych grobów Chrystusa. Zwyczaj ten zachował się wprawdzie po dzień dzisiejszy i jest żywo kultywowany, jednak warto zwrócić uwagę na jego historię. Tradycja ta, podobnie jak bożonarodzeniowe jasełka, przybyła do Polski z Włoch i najpierw przyjęła się w klasztorach, a dopiero później w kościołach parafialnych. Rozwinęła się już w XVII wieku, a dziś Polska jest praktycznie jedynym krajem, który ją kultywuje. Grobom Pańskim zapewniano należytą ochronę. Wyznaczano specjalnych ludzi, którzy mieli przy nich pełnić warty, a oddelegowania do tego zadania uchodziło zwykle za duży honor i zaszczyt. Starano się, by wartownikami byli faktycznie prawdziwi żołnierze lub miejscy strażnicy. Król August III Sas miał nawet jednego razu przysłać do katedry warszawskiej drabantów, a do innej przysłał spieszonych jeźdźców z artylerii konnej. Jednak nie wszędzie można było powołać do warty żołnierzy bądź straże. Wtedy  wybierano miejscowych rzemieślników, bądź zasłużone persony, przystrajając je w eleganckie, szlacheckie szaty. Przepych w stroju wartowników był zauważalny na przykład w Wielkopolsce, gdzie strażnicy Grobu Pańskiego nazywani byli „Turkami”, z racji wystawnych strojów, jakie przywdziewali na te okazje.

W mniejszych miejscowościach wierni odwiedzali Grób Pański w najbliższym kościele, jednak w miastach, gdzie było więcej świątyni, godziło się odwiedzić wszystkie Groby, a przy każdym z nich choć przez chwilę się pomodlić i złożyć niewielką ofiarę. W Krakowie na przykład istniał zwyczaj, że każdy wierny powinien nawiedzić przynajmniej siedem Grobów Pańskich, a są podstawy, żeby przypuszczać, że inne miasta wcale mu w tym względzie nie ustępowały.

O tym, jak wyglądały chrystusowe groby, dokładnie pisze ksiądz Jędrzej Kitowicz w swoim słynnym dziele Opis obyczajów za panowania Augusta III. Oddajmy więc na chwilę głos naszemu osiemnastowiecznemu pamiętnikarzowi: Groby robione były w formę rozmaitą, stosowną do jakiej historyi z Pisma Świętego Starego lub Nowego Testamentu wyjętej. Na przykład: reprezentowały Abrahama patryjarchę, syna swego Izaaka na ofiarę Bogu zabić chcącego, albo Józefa patryjarchę od braci swoich do studni wpuszczanego, albo Daniela proroka w jamie między lwami zostającego, albo Jonasza, którego wieloryb połyka paszczęką swoją itp. z Nowego Testamentu: Górę Kalwaryjską z zawieszonym na krzyżu Chrystusem, z żołnierzami, którzy Go krzyżowali i tłumem żydostwa, którzy się temu krzyżowaniu przypatrywali; skałę, w której grób był wycięty i w której ciało Chrystusa było złożone, z żołnierzami na straży grobu postawionymi, śpiącymi, albo też inną jaką tajemnicę Męki lub Zmartwychwstania Chrystusowego. Po niektórych kościołach takowe wyobrażenia były ruchome. Lwy błyskały oczami szklanymi, kolorami iskrzącymi się i światłem z tyłu napuszczonymi, wachlowały jęzorami z paszczęk wywieszonymi. Morze bałwany swoje miotało. Longin siedzący na koniu zbliżał się do boku Chrystusowego z włócznią. Maryje, stojące pod krzyżem, ręce do oczów z chustkami podnosiły i jakoby zemdlone na dół opuszczały. W osobie albo – właściwie mówiąc w wizerunku osoby, która była treścią historyi i argumentem, wyrżnięta była dziura okrągła w piersiach lub w boku tak wielka jak Hostyja, przez którą dziurę widzieć się dawała sama tylko Hostyja w monstrancji będąca, za taż osobą na postumencie postawionej. Ozdabiano te groby rzeźbą, malowaniem, arkadami w głęboką perspektywę ułożonymi, światłem rzęsistym lamp ukrytych i świec oświeconymi, a po bokach i z frontu kobiercami i szpalerami obsłaniali, przesadzając się jedni nad drugich w ozdobności grobów…

Powoli jednak przepych opuszczał polskie Groby Pańskie. Zwłaszcza w okresie narodowych niewoli wyglądały one zupełnie inaczej, dużo bardziej posępnie, aniżeli w czasach, gdy Polsce wiodło się dobrze.  Coraz częściej nawiązywały one do aktualnych wydarzeń, także o charakterze politycznym, a te – jak wiadomo – nie zawsze układały się po myśli Polaków. Warto przypomnieć sobie, jak wyglądał Grób Pański w warszawskim kościele św. Anny, podczas okupacji hitlerowskiej, w 1942 roku. Zaprojektowany przez Stanisława Miedzę-Tomaszewskiego. Józef Szczypka takimi słowami opisuje jego wygląd: zwęglone belki, pasma kolczastego drutu, czarny, surowy krzyż i chudy, jakby wykradziony z obozu trup Zbawiciela. Całkiem niedawno również mieliśmy okazję zobaczyć w Polsce Grób Pański nawiązujący bezpośrednio do wydarzeń z historii narodu – w 2011 roku Grób Pański w pomorskiej Rumii nawiązywał bezpośrednio do katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku, a instalacja łącząca postać Jezusa z rozbitym państwowym samolotem symbolizowała pustkę w sercach Polaków powstałą po tej tragedii.

Procesje z udziałem kapników

Innym ciekawym zwyczajem były procesje z udziałem biczujących się kapników. Byli oni ubrani w posępne stroje z wielkimi kapturami, wyposażonymi jedynie w otwory na oczy. Maszerowali wzdłuż drogi krzyżowej i śpiewając pieśni o Męce Pańskiej, biczowali się przy każdej stacji. Wśród nich zawsze jeden przebrany był za Chrystusa. Na głowie niósł koronę cierniową, jego ramię spowijał ciężki łańcuch, sam zaś niejednokrotnie upadał pod ciężarem niesionego krzyża. Wtedy pozostali uczestnicy pochodu okładali go przymocowanymi do krzyża łańcuchami, wołając: Postępuj, Jezu! Ksiądz Kitowicz w swoim dziele odnosi się do kapników również krytycznie:  

Jeżeli dwie procesje kapnickie zeszły się razem do jednego kościoła i były tak uparte, że jedna drugiej nie chciała ustąpić pierwszeństwa, przychodziło między nimi do bitwy, do której oręża potocznego: kijów, pięści i kamieni, używano. Nie trafiło się jednak nigdy, żeby taka bitwa zbytnie krwią oblała. ponieważ mała liczba zapalczywych kapników od większej nierównie rozmaitego stanu osób, za procesją idących albo też z osobna groby obchodzących, z łatwością rozerwana i poskromiona bywała. 

Tym niemniej, podobne przypadki należały do rzadkości.

Za Boże rany, biją barany!

Jednak Wielki Piątek nie wszędzie był li tylko czasem żalu i refleksji. Na polskiej wsi na przykład istniało kilka zwyczajów, które w pewnym sensie wyłamywały się z charakterystycznych dla tego dnia wyciszenia i ascezy, choć i tak starano się je zachować. W wiejskich domach od rana smagano się rózgami pokrzykując: Za Boże rany biją barany! Podobnie zresztą było w miastach, gdzie chociażby czeladnicy również otrzymywali symboliczną chłostę od swoich mistrzów i nauczycieli. Inną tradycją było zanurzanie się w rzekach, nierzadko wjeżdżając do nich konno. Wierzono bowiem, że taka wielkopiątkowa kąpiel uchronić może przed chorobami, a łaska spłynąć może zarówno na ludzi, jak i na zwierzęta. Innym zwyczajem było znęcanie się nad żurem. W wielkopiątkowy wieczór (choć gdzieniegdzie rankiem w Wielką Sobotę), bawiono się w pogrzeb żuru – zupy symbolizującej post. Młodzieńcy robili sobie wtedy żarty, na przykład prosząc naiwnych rówieśników o potrzymanie garnku z żurem, a następnie rozbijając go w taki sposób, by oblać trzymającą osobę. Niekiedy zaś organizowano pochody pogrzebowe dla żuru, których zwieńczeniem było wylanie potrawy do dołu i przysypanie jej ziemią. Wszystko to rzecz jasna utrzymane było w luźnej, humorystycznej atmosferze. Nie umniejszano jednak przy tym powadze dnia – wszystkie te figle płatano po wielkopiątkowych nabożeństwach, już w atmosferze niecierpliwego wyczekiwania na Wielką Sobotę.

Niegdyś praktyki pokutne w Wielki Piątek były dalece bardziej rozbudowane, niż dzisiaj. Powszechnie wierzono bowiem, iż od piątkowego popołudnia – to jest momentu śmierci Jezusa na krzyżu – aż do jego niedzielnego Zmartwychwstania, Szatan posiada realną władzę nad światem. Dzisiaj porzucono wiele spośród dawnych zwyczajów, jednak Wielki Piątek pozostaje ważnym dniem w kalendarzu polskich katolików. Dniem, w którym nie tylko przestrzegają ścisłego postu, ale i kierują swoje kroki na pełne refleksji nabożeństwa, pomagające głębiej przeżyć pamiątkę zbawczej Męki Chrystusa i przygotować się na mające nadejść wkrótce Zmartwychwstanie.