Henryk Wars – pionier polskiego jazzu

udostępnij na:
henryk_wars_naglowek

„Ach, jak przyjemnie”, „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Tylko we Lwowie” – nie ma chyba wśród nas nikogo, kto nie potrafiłby zanucić choćby refrenów tak kultowych polskich piosenek. Wszystkie te utwory łączy osoba kompozytora. Henryk Wars, bo o nim mowa, był pionierem polskiego jazzu, autorem ścieżek dźwiękowych do największych dzieł rodzimej międzywojennej kinematografii, a ponadto – żarliwym patriotą, który wobec zagrożenia Ojczyzny nie wahał się chwytać za broń. Przypomnijmy tę wyjątkową postać.

 Na świat przyszedł 29 grudnia 1902 roku w Warszawie w rodzinie o bogatych muzycznych tradycjach. Miał dwie siostry – młodsza, Paulina, była pianistką, a starsza, imieniem Józefina, solistką Opery Warszawskiej, a następnie słynnej mediolańskiej La Scalli. Sam również szybko odkrył u siebie muzyczny talent. W wieku czterech lat trafił do Francji, gdzie przebywał wraz z rodzicami do roku 1914. Nauki pobierał w szkole Art Nouveau, jednak tuż przed wybuchem I Wojny Światowej powrócił do Polski, gdzie uczył się w Gimnazjum Ziemi Mazowieckiej w Klonowie. Tam w 1920 roku odebrał maturę. Wychowany w patriotycznych tradycjach, wobec sowieckiej inwazji stawił się w Wojsku Polskim jako ochotnik i wziął udział w walce.

Nauka pod okiem Szymanowskiego

Po zakończeniu wojny podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, jednak szybko przekonał sie, że to nie prawo jest jego życiowym powołaniem. Równolegle rozpoczął naukę na Akademii Sztuk Pięknych, gdzie wyspecjalizował się w malarstwie, lecz niedługo później przeniósł się do słynnego Państwowego Konserwatorium Muzycznego. Stało się to za namową Emila Młynarskiego, dyrektora Teatru Wielkiego, który szybko poznał się na talencie młodego Warsa i przyznał mu stypendium. Wars uczył się pod okiem samego Karola Szymanowskiego i Romana Statkowskiego. W 1925 roku Henryk otrzymał dyplom uczelni, lecz jeszcze jako student akompaniował na fortepianie w kabaretach, prowadził chór w kinoteatrze Hollywood, oraz kierował zespołem muzycznym „Weseli Chłopcy z Kolumbii”.

Jako świeżo upieczony absolwent Henryk Wars dał się poznać jako tytan pracy. W 1926 roku znalazł zatrudnienie na stanowisku Pierwszą poważną kompozycją był black-bottom „New York Times”, nagrany w maju 1927 roku przez orkiestrę Henryka Golda. Utwór jednak nie zyskał oczekiwanej popularności. Inaczej było z piosenką „Zatańczmy Tango”, która przyniosła kompozytorowi ogromną popularność i otworzyła mu furtkę do wielkiej kariery.

Szlagier za szlagierem

Wielką miłością Henryka Warsa był jazz, który królował w latach 30-tych ubiegłego stulecia. Razem z Leonem Boruńskim Wars od 1929 roku tworzył w „Morskim oku” duet „Jazz na dwa fortepiany”. Niedługo później z inicjatywy Warsa powstało jazzowe trio „Jazz Singers”, w którego skład weszli Eugeniusz Bodo, Tadeusz Olsza i Tadeusz Roland. W kolejnych latach jego kompozycje trafiły do ponad pięćdziesięciu polskich filmów, w tym do takich hitów, jak „Szpieg w masce”, „Manewry miłosne”, czy „Na Sybir”, będącego pierwszym polskim udźwiękowionym filmem. Wars był człowiekiem niezwykle pracowitym i płodnym w swojej twórczości – dość powiedzieć, że jego kompozycje odnajdziemy w blisko co trzecim polskim pełnometrażowym filmie tamtego okresu. Znaczna część kompozycji Henryka Warsa, powstała z myślą o produkcjach filmowych, to ponadczasowe, nieśmiertelne przeboje, doskonale znane także współczesnym pokoleniom Polaków. No bo kto nie potrafiłby zanucić takich szlagierów, jak „Umówiłem się z nią na dziewiątą”, „Już taki jestem zimny drań”, „Sex appeal”, czy „Tylko we Lwowi”? Niektóre, jak „Miłość ci wszystko wybaczy”, zyskiwały popularność nie tylko wśród polskich, ale i zagranicznych słuchaczy. Jego utwory pojawiały się w tak kultowych produkcjach polskiego kina, jak choćby „Manewry miłosne”, „Antek Policmajster”, „Kocha, lubi szanuje” czy „Papa się żeni”, a wykonywały je największe sławy ówczesnej Polski – Hanka Ordonówna, Loda Halama, Zula Pogorzelska, Adolf Dymsza, oraz wspomniany już wcześniej Eugeniusz Bodo.

Lata poprzedzające wybuch II Wojny Światowej były dla Henryka Warsa wyjątkowo pracowite. Nieustannie komponował kolejne filmowe utwory,  z powodzeniem próbował też swoich sił w pisaniu tekstów piosenek. W latach 1938-1939 był dyrygentem koncertów symfonicznych, organizowanych przez Stowarzyszenie Muzyki Symfonicznej, współpracował też Związkiem Autorów i Kompozytorów Scenicznych, zasiadając w jego zarządzie.

Nutą i orężem

Świetnie rozwijającą się karierę Henryka Warsa powstrzymał wybuch II Wojny Światowej. Kompozytor został zwerbowany do armii i wziął udział w kampanii polskiej, jednak wkrótce dostał się do niewoli. Ze względu na swoje żydowskie pochodzenie trafił do transportu, który miał przewieźć go do warszawskiego getta. On sam zdołał uciec, nie udało się to jednak jego małżonce i dwójce dzieci. Wars przedostał się do strefy okupowanej przez Sowietów i udał do Lwowa, gdzie nawiązał kontakt z innymi polskimi artystami – Eugeniuszem Bodo i Feliksem Konarskim. Założył tam orkiestrę złożoną z polskich muzyków. Ich występy do tego stopnia podobały się publiczności, że przyszło im koncertować między innymi w Leningradzie, Odessie i Kijowie. Priorytetem dla polskiego kompozytora stało się uratowanie własnej rodziny. Aby uniknąć represji ze strony Sowietów, zgodził się na komponowanie muzyki do ich filmów propagandowych. Pozwoliło mu to uniknąć zsyłki, który to los spotkał chociażby nieodżałowanego Eugeniusza Bodo. Ostatecznie Warsowi udało się wyciągnąć z getta swoją rodzinę, a stało się to niemal w ostatniej chwili przed jego planowaną likwidacją.

Kiedy w 1941 roku rozpoczęła się wojna niemiecko-sowiecka, Sowieci rozpoczęli czystki w swoich szeregach. Henryk Wars był wśród zagrożonych, jednak z pomocą przyszedł mu generał Władysław Anders, który Warsa wraz z jego orkiestrą zaangażował do nowo utworzonej Armii Polskiej. Pozwoliło to zostać polskiemu kompozytorowi kierownikiem muzycznym i dyrygentem w zespole „Czołówka” oraz „Polish Parade” na Bliskim Wschodzie. Koncerty odbyły się między innymi w Iranie, Iraku, Palestynie i Egipcie. Wraz z II Korpusem Polskim przeszedł część szlaku bojowego – we Włoszech prowadził orkiestrę Teatru Rewiowego II Korpusu. Obok ciągłego komponowania muzyki, Wars nie stronił od walki na froncie – awansował do stopnia podporucznika, otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi i Medal Wojska.

Hollywoodzkie angaże

Po zakończeniu wojny Henryk Wars nie rozważał nawet powrotu do Polski, doskonale zdając sobie sprawę, że z uwagi na taki, a nie inny przebyty szlak bojowy będzie spotykał się w kraju z represjami. Z drugiej strony, emigracja i życie na obczyźnie wcale nie było tym, czego by najbardziej pragnął. Ostatecznie wyruszył za ocean, do Stanów Zjednoczonych i osiadł w Nowym Jorku. Nie był tam jednak zbyt długo, szybko bowiem przeniósł się do Hollywood, chcąc kontynuować muzyczną karierę. Było to jednak bardzo utrudnione, z uwagi na fakt, że nie mógł pochwalić się żadnymi zachowanymi utworami. Był niejako skazany na mozolne odbudowywanie swojej popularności i dowodzenie swojego talentu przed kolejnymi reżyserami. Imał się zajęć i angaży znacznie mniej prestiżowych, niż mogłoby to odpowiadać jego przedwojennej sławie. Z czasem jednak zaczęły pojawiać się ciekawsze propozycje. Dla Johna Wayne’a skomponował muzykę do „The seven men from Now”, a niedługo później do szeregu popularnych produkcji z gatunku western, choć nie stronił i od horroru („Kobieta pijawka”). Jego utwory rozbrzmiewały dla takich wytwórni, jak Columbia, Universal Pictures, czy Warner Brothers. Stopniowo budował swoją markę w Hollywood. Najpopularniejszym filmem, do jakiego skomponował muzykę, był kultowy „Flipper”, opowiadający o chłopcu opiekującym się delfinem. Ostatnim filmem, do którego stworzył kompozycje, był „Fool’s Parade” McLaglena. Łącznie skomponował ścieżki dźwiękowe do blisko 40 amerykańskich filmów, a rosnąca popularność pozwoliła mu na współpracę z gwiazdami muzyki rozrywkowej, by wspomnieć choćby o Bingu Crosbym, Doris Day, Brendzie Lee, czy Dianie Shores.

Henryk Wars nie stronił jednak od ambitniejszych form. Tworzył utwory symfoniczne, kwartety smyczkowe, sonaty na skrzypce i fortepian, czy kompozycje do utworów kameralnych. Nie rozstawał się ze swoim ulubionym jazzem. Kiedy w 1967 roku po raz pierwszy po wojnie i ostatni w swoim życiu odwiedził Polskę, specjalnie dla Polskiego Radia nagrał suitę „Manhattan Impressions”. Bardzo pragnął powrócić do kraju, bądź przynajmniej do Europy – plany te jednak pokrzyżowała ciężka choroba.

Dorobek artystyczny, jaki pozostawił nam po sobie Henryk Wars, wydaje się niemożliwy do przecenienia. Artysta figuruje nie tylko na listach najpopularniejszych Polaków, którzy zdołali odnieść sukces w Hollywood, ale i nie będzie przesadą stwierdzenie, że był jednym z najwybitniejszych rodzimych twórców muzyki rozrywkowej, pionierem muzyki filmowej i popularyzatorem jazzu. Ogromny wkład dla polskiej kultury nie został mu nigdy zapomniany, bo i jego twórczość zapomniana być nie może – niezwykłe szlagiery, cieszące uszy mieszkańców Polski międzywojennej, zachwycają Polaków po dziś dzień, zajmując poczesne miesjce w annałach rodzimej muzyki.