Bezkrwawe starcie – niemiecko-polska wojna celna

udostępnij na:
gdynia_wojna_celna

Wojna była bezkrwawa, ale dla świeżo odrodzonego państwa polskiego – brzemienna w skutki. Kraj stanął do nierównej ekonomicznej walki z jednym z dotychczasowych ciemięzców. Paradoksalnie jednak konflikt, który miał być dla Polski gospodarczym gwoździem do trumny, w dłuższej perspektywie przyniósł jej szereg nieoczekiwanych korzyści.

Zarzewie konfliktu

Pierwsza połowa lat dwudziestych ubiegłego stulecia upłynęła w Polsce pod znakiem wyczerpujących walk o wytyczenie korzystnych, ostatecznych granic kraju i jak najdalej idące scalenie ziem pozostających do tej pory pod kuratelą trzech różnych państw zaborczych. Tragedia I Wojny Światowej spowodowała gwałtowny spadek produkcji przemysłowej. Państwo polskie ogromne środki musiało inwestować w rozbudowę i wyposażenie armii, zwłaszcza po wojnie polsko-bolszewickiej. Chociaż zakończyła się ona pełnym sukcesem Polaków, to wykazała, jak duże niebezpieczeństwo czai się za wschodnią granicą. Jej obronę postawiono za cel sformowanemu w 1924 roku Korpusowi Ochrony Pogranicza. Wojna z bolszewicką Rosją miała dla Polski także ten fatalny skutek, że doprowadziła do załamania wymiany handlowej z tym krajem. Koniecznością stało się przyłożenie większej wagi do interesów z Niemcami. W rezultacie w ciągu kilku lat nasz zachodni sąsiad urósł do rangi największego partnera gospodarczego odrodzonej Polski.

Pokonane w Wielkiej Wojnie Niemcy wcale nie miały wobec Polski przyjaznych zamiarów. Odrodzenie Rzeczypospolitej tamtejsi politycy od początku traktowali w kategoriach politycznego absurdu, wieszcząc jej rychły upadek i otwarcie nazywając efemerydą.  Dodatkowym źródłem niemieckiej frustracji były postanowienia traktatu wersalskiego. Na ich mocy Polska, podobnie jak i pozostałe państwa alianckie, mogły korzystać z klauzuli najwyższego uprzywilejowania w handlu z Niemcami. Oznaczało to, że zachodni sąsiad Polski musiał umożliwić jej korzystanie ze wszystkich przywilejów związanych z handlem zagranicznym, jakie nadał innym swoim partnerom gospodarczym. Ponadto, na mocy umowy genewskiej z 15 maja 1922 roku Niemcy zobowiązane były przyjmować bez cła wszystkie produkty polskie pochodzące z Górnego Śląska – zwłaszcza zaś węgiel, który nakazano im kupować od Polski w ilości 6 milionów ton rocznie.

Niemiecka gra na osłabienie Polski

Oba te postanowienia wygasały w 1925 roku, co w obliczu postępujących kłopotów gospodarczych Polski, stawiało ją w fatalnym położeniu. Niemcy doskonale zdawali sobie z tego sprawę i usiłowali wykorzystać tę sytuację, by doprowadzić Polskę do gospodarczej ruiny i umożliwić rewizję granic, pragnąc przede wszystkim zlikwidować tzw. korytarz pomorski oraz status Gdańska jako wolnego miasta. O ile z większością pozostałych państw alianckich podpisały w 1924 roku układy oparte na zasadach wzajemności, to w przypadku Polski nałożyły dodatkowe, niemożliwe do spełnienia warunki. Próbowano wymusić na polskich rządzących nadanie niemieckim wyrobom klauzuli najwyższego uprzywilejowania i umożliwienie niemieckim kupcom osiedlania się w Polsce i swobodnego wykonywania zawodu. Poza tym, Polska miała zrezygnować z prawa do wysiedlania tzw. optantów – a więc obywateli, którzy po włączeniu do Polski dawnych ziem zaboru pruskiego postanowili zachować obywatelstwo niemieckie.

Warunki te, co zrozumiałe, były dla Polski nie do zaakceptowania. Rządzący słusznie obawiali się, że realizacja tych postulatów doprowadziłaby do zalania Polski niemieckimi produktami i osłabienia siły rodzimych przedsiębiorców.  Żądania zostały zatem odrzucone, na co Niemcy zareagowali natychmiastowym drastycznym ograniczeniem importu polskich towarów pochodzących z Górnego Śląska – zwłaszcza węgla, do którego kupowania jeszcze niedawno były zobligowane. Ówczesny minister spraw zagranicznych, Gustav Stresemann – nota bene, późniejszy laureat pokojowej Nagrody Nobla – nie krył się wcale z intencjami, jakie stały za tą decyzją. Liczył na poważne osłabienie ekonomiczne Polski, która, targana gospodarczymi tumultami, musiałaby pójść na ustępstwa terytorialne wobec Niemiec. Wierzył, że spełnienie tych postulatów będzie możliwe, kiedy „kryzys gospodarczy i finansowy w Polsce dojdzie do punktu szczytowego, a cały organizm Polski popadnie w niemoc”. O niechęci Stresemanna do Polaków najlepiej niech świadczy fakt, że po przyłączeniu Górnego Śląska do Polski, zaproponował on, by ów dzień ustanowiono dniem żałoby narodowej w Niemczech.

Polska, rzecz jasna, nie pozostała Niemcom dłużna i postanowiła zakazać przywozu niektórych towarów, a na wiele innych radykalnie podniosła cła. Przeciwnik nie pozostał dłużny i niebawem uczynił to samo. Trzeba jednak wyraźnie przypomnieć, że rząd polski wcale nie dążył do zaogniania sytuacji, a wręcz przeciwnie – zamierzał doprowadzić do normalizacji wzajemnych stosunków. W 1927 roku Józef Piłsudski udał się do Stresemanna, chcąc osiągnąć porozumienie. Niemieccy politycy nie byli tym jednak zainteresowani. Zdawali sobie sprawę z przewagi ekonomicznej, jaką mieli nad Polską, a poza tym utrzymywanie status quo pozwalało im przedstawiać nasz kraj w niekorzystnym świetle przed zachodnią opinią publiczną.

Skutki wojny celnej

Wojna celna miała fatalne skutki dla polskiej gospodarki. Sankcjami zostały objęte towary, które odpowiadały za 27% całego polskiego eksportu. Z kolei polskie sankcje na przywóz niemieckich produktów objęły aż 16% naszego importu. Żeby uzmysłowić sobie, jak bardzo różnił się wówczas potencjał obu gospodarek, najlepiej przypomnieć, że wartość ta była stanowiła wtedy zaledwie 3% niemieckiego handlu zagranicznego.  Kryzys dotknął wiele branż, w pierwszej kolejności jednak górnictwo i hutnictwo. Niemieccy kontrahenci, zamawiający wcześniej polski węgiel, zażądali zwrotu zaliczek wpłaconych wcześniej na poczet dostaw. W skali makro, wojna celna doprowadziła do spadku wartości złotego, wzrostu inflacji, oraz wzrostu deficytu budżetowego. Kłopoty te z czasem coraz bardziej dawały się we znaki i stały się przyczyną upadku rządu Władysława Grabskiego.

Na problem wojny celnej należy spojrzeć jednak także z drugiej strony. Wbrew planom Niemiec, nie doprowadziła ona do całkowitego załamania polskiej gospodarki i nie otworzyła im drogi do rewizji granic. Choć w początkowym okresie nastręczyła wielu problemów, to długofalowe jej skutki przyniosły naszemu krajowi szereg wymiernych korzyści. Przede wszystkim, zbiegła się ona ze strajkiem angielskich górników. Umożliwiło to Polsce sprzedaż węgla do Skandynawii, wcześniej zaopatrującej się w ten surowiec u wyspiarzy. Rynek ten udało się nie tylko zdobyć, ale i utrzymać. W 1930 roku, już dawno po zakończeniu rzeczonych strajków, Polska w dalszym ciągu sprzedawała tym państwom swój kluczowy surowiec. Wartość eksportu węgla do krajów skandynawskich wzrosła z 3,3 mln ton w 1926, do 5,6 ml ton w 1930, co stanowiło odpowiednio 22,4% i 43,7% ogółu eksportu tego surowca. Kraj, dotąd w silnym stopniu uzależniony od wymiany handlowej z Niemcami, zmuszony był szukać nowych rynków zbytu i co najważniejsze, czynił to z powodzeniem. Rosnąca wymiana handlowa z krajami północy stała się ponadto jednym z najważniejszych katalizatorów rozwoju Gdyni. Tamtejszy port w ciągu kilku lat rozwinął się do rangi najnowocześniejszego na Bałtyku, skutecznie rywalizując z Gdańskiem i osłabiając jego dotychczasowe wpływy.

W 1929 roku Niemcy i Polska podpisały umowę likwidacyjną, na mocy której oba państwa zrzekły się względem siebie wszelkich finansowych roszczeń dotyczących I Wojny Światowej i postanowień traktatu wersalskiego. Na odwilż we wzajemnych stosunkach gospodarczych trzeba było jednak czekać – paradoksalnie – do 1933 roku, kiedy władzę w Niemczech objął Adolf Hitler. Kanclerzowi zależało na ustabilizowaniu władzy i sytuacji politycznej w państwie, co byłoby problematyczne w przypadku otwartego gospodarczego konfliktu z dużym sąsiadem na wschodzie. 26 stycznia oba państwa zobowiązały się we wzajemnym traktacie do nieużywania przemocy w bilateralnych stosunkach i dochodzenia wszelkich kwestii spornych wyłącznie na drodze pokojowej. Natomiast 7 marca 1934 roku podpisano protokół kończący formalnie trwającą od ośmiu lat gospodarczą wojnę.

Ile warte były zapewnienia o pokojowych zamiarach obu stron, Polska przekonała się boleśnie już po pięciu latach. Warto jednak pamiętać o dziejach niemiecko-polskiej wojny celnej, gdyż z historii tej płyną ważne wnioski. Nadmierne uzależnienie gospodarcze od jakiegokolwiek państwa zawsze niesie za sobą poważne ryzyko. Gospodarcze turbulencje, w jakie wpadła Polska w latach 20-tych ubiegłego wieku, doprowadziły do upadku jej rządu i na krótką metę zatrzęsły jej ekonomią.