Krwawa zemsta na niemieckim oprawcy – zamach na Kutscherę

udostępnij na:
KZ Mauthausen, Besuch Heinrich Himmler

Była to jedna z najbardziej spektakularnych akcji polskiego podziemia, wymierzona przeciw niemieckiemu okupantowi. Wczesnym rankiem, 1 lutego 1944 roku, żołnierze oddziału specjalnego Kedywu Komendy Głównej AK „Pegaz” dokonali udanego zamachu na dowódcę SS i policji dystryktu warszawskiego, generała Franza Kutscherę. „Kat Warszawy” zapłacił za zbrodnie własną krwią.

Funkcję dowódcy warszawskiego SS Kutschera objął 25 września 1943 roku. Przyjmując stanowisko, miał już niemałe doświadczenie, służąc wcześniej między innymi w Czechosłowacji, Jugosławii, Holandii i na terenie Związku Sowieckiego. Dał się tam poznać jako osoba fanatycznie oddana nazistowskiej ideologii, nie cofająca się przed najbardziej okrutnymi metodami, w imię realizacji powierzonych rozkazów. Przystępując do działań w Warszawie Kutschera doskonale zdawał sobie sprawę, że poskromienie mieszkańców stolicy będzie trudnym zadaniem. Od początku okupacji w Warszawie czynnie działały przecież polskie organizacje podziemne, regularnie przeprowadzające akcje i działania wymierzone przeciw okupantowi.

Sposobem Kutschery na zastaną sytuację było dodatkowe zaostrzenie represji. Wraz z pojawieniem się w Warszawie nowego dowódcy SS, w polskiej stolicy zapanował istny terror. Mieszkańcy bali się wychodzić z domów, świadomi, że mogą już do niego nie wrócić. Rozporządzenie Hansa Franka z dnia 2 października, zatytułowane „O zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie” Franz Kutschera potraktował jako zielone światło do realizacji swojej zbrodniczej polityki. Niemal każdego dnia dochodziło do łapanek, podczas których do aresztu trafiali przypadkowo napotkani na ulicy Polacy. Byli oni następnie mordowani podczas publicznych egzekucji, na ulicach miast, na ogół bez uprzednich śledztw i wyroków sądowych. Szacuje się, że za rządów Kutschery w Warszawie zamordowano 5000 Polaków, z czego 1200 poniosło śmierć bezpośrednio na ulicach miasta.

W miarę, jak nasilały się represje i terror, Kierownictwo Walki Podziemnej było coraz bardziej zdeterminowane, by wziąć odwet na nowym dowódcy SS. Jednak Frank Kutschera doskonale wiedział, jak skuteczny potrafi być wywiad polskiego podziemia i bardzo dbał o to, by jego nazwisko nie wyszło na jaw. Nawet na plakatach informujących o rozporządzeniach i egzekucjach, na których zwyczajowo podpisywali się funkcjonariusze Rzeszy, brakło podobnego podpisu. Podziemie przez pewien czas nie wiedziało więc tak naprawdę, na kogo dokładnie polowało. Nie przeszkodziło to jednak Kierownictwu wydać na Kata Warszawy wyroku śmierci i umieszczeniu go na jednym z pierwszych miejsc na liście celów akcji „Główki”, polegającej na eliminowaniu wysoko postawionych niemieckich funkcjonariuszy w odwecie za terror wymierzony w ludność cywilną.

O tożsamości Kutschery podziemie dowiedziało się przypadkiem. Jeden z członków polskiego podziemia, Aleksander Kunicki ps. „Rayski” od dłuższego czasu śledził szefa Wydziału IV Gestapo w okolicach Alei Szucha, Waltera Stamma. Podczas obserwacji spostrzegł, że miejsce to regularnie odwiedza nieznany mu wcześniej oficer, kierujący się każdego dnia do pałacyku na Alejach Ujazdowskich, gdzie mieściła się siedziba komendantury SS. „Rayski” zaczął śledzić i jego, a kiedy pewnego razu fragment noszonego przez Kutscherę płaszcza osunął się i odsłonił dystynkcje generalskie, po przeprowadzeniu wywiadu okazało się, że to właśnie on odpowiada za popełniane na mieszkańcach Warszawy zbrodnie. Zorganizowanie akcji mającej na celu jego fizyczną eliminację pozostawało kwestią czasu. Odpowiedni rozkaz wydał nie kto inny, jak generał August Emil Fieldorf, pseudonim „Nil”.

Z uwagi na nieregularne godziny powrotów Kutschery do domu, zdecydowano, że jego limuzyna zostanie zaatakowana bezpośrednio pod siedzibą dowództwa SS. Po raz pierwszy do akcji przystąpiono w piątek 28 stycznia, jednak próba skończyła się fiaskiem. Z niewiadomych przyczyn samochód z celem nie pojawił się w okolicach Alei Ujazdowskich, gdzie czekali wykonawcy akcji. Wykonanie wyroku trzeba było odłożyć o kilka dni, w międzyczasie zmienił się też skład grupy wykonującej misję. Kiedy bowiem dowodzący akcją Bronisław Pietraszewicz „Lot” dał pozostałym znak do wycofania, podczas rozchodzenia się do domów Jan Hordulski „Żbik” został postrzelony przez żołnierzy niemieckiego patrolu. Postrzał okazał się na tyle niefortunny, że „Żbikowi” trzeba było amputować rękę, i chociaż nie przeszkodziło mu to w późniejszym czasie kontynuować działalności konspiracyjnej, to wyłączyło go z grona wykonawców „akcji Kutschera”.

Właściwa akcja miała miejsce we wtorek, 1 lutego 1944. Łącznie wzięło w niej udział 12 osób. Obok dowodzącego akcją Bronisława Pietraszewicza „Lota”, byli to Stanisław Huskowki „Ali”, Zdzisław Poradzki „Kruszynka”, Michał Issajewicz „Miś”, Marian Senger „Cichy”, Henryk Humięcki „Olbrzym”, Zbigniew Gęsicki „Juno”, Bronisław Hellwig „Bruno”, Kazimierz Sott „Sokół”, Maria Stypułkowska-Chojecka „Kama”, Elżbieta Dziębowska „Dewajtis” oraz Anna Szarzyńska-Rewska „Hanka”.

Cała akcja trwała niespełna dwie minuty. Biorące w niej udział łączniczki, rozstawione w trzech różnych punktach, za pomocą umówionych znaków miały informować o aktualnym położeniu limuzyny wiozącej Kutscherę. Kiedy ostatnia z nich, „Hanka”, zasygnalizowała dowódcy akcji o zbliżającym się samochodzie, „Lot” zdjął kapelusz, dając pozostałym uczestnikom sygnał do działania. Gdy cel był odpowiednio blisko, „Miś” powoli ruszył. Kilka chwil później zajechał drogę limuzynie z Kutscherą na pokładzie. Choć kierowca próbował ominąć jego samochód, „Miś” skutecznie mu to uniemożliwił. Do zdezorientowanego, nie mającego chwili czasu na jakąkolwiek obronę Kutschery w mig podbiegli „Lot” i „Kruszynka”, posyłając w jego kierunku grad kul z odległości jednego metra. Błyskawicznie wyciągnęli rannego esesmana z pojazdu, poszukując dokumentów – dopiero po ich okazaniu przełożeni mogli potwierdzić wykonanie zadania. Jak na złość, Kutschera dokumentów przy sobie nie miał, więc zamiast tego egzekutorzy wzięli należące do niego teczkę i pistolet. Po ich zabraniu, Kutscherę dobito strzałami w głowę.

Jako, że cała akcja miała miejsce tuż pod siedzibą SS, minęła zaledwie chwila, a na ulicy rozpętała się strzelanina. Pozostali uczestnicy akcji prowadzili czynny ostrzał kwatery SS. Mieli być oni dodatkowo wspierani przez rzucającego granaty „Alego”, jednak niesiony przez niego pojemnik z granatami zaciął się i było to niemożliwe. Wskutek tego cała operacja niepotrzebnie przedłużyła się o dodatkowe sekundy. W ferworze walki rany odniosło czterech akowców. Postrzały „Olbrzyma” i „Misia” okazały się niegroźne, jednak stan „Lota” i „Cichego” pogarszał się z każdą chwilą. Kolejne szpitale odmawiały pomocy i po ucieczce z miejsca akcji dopiero mieszczący się na Pradze Szpital Przemienienia Pańskiego zgodził się przyjąć uczestników akcji. Ich stan był już jednak zbyt ciężki, by można było ich uratować. „Lot” zmarł 4 lutego, „Cichy” dwa dni później.

Tragicznie potoczyły się także losy dwóch innych uczestników akcji – tych samych, którzy z narażeniem życia umieścili w szpitalu rannych przyjaciół. „Juno” i „Sokół” mieli pozostawić użyty do akcji samochód w najbliższym dogodnym miejscu, jednak zdecydowali się nim uciec, prawdopodobnie chcąc zachować pojazd na późniejsze potrzeby oddziału. Niestety, na moście Kierbedzia zorientowali się, że po jego drugiej stronie są już rozstawieni niemieccy policjanci. Kiedy próbowali się wycofać, auto zaklinowało się przy balustradzie i odwrót był już niemożliwy. Zauważeni przez Niemców, „Juno” i „Sokół” ostrzeliwali się jeszcze z nimi, po czym, nie mając innego wyjścia, wskoczyli do Wisły, która nie była wówczas pokryta lodem. Ostrzeliwaniu przez zgromadzonych na moście, liczniejszych Niemców, obaj przypłacili to życiem.

W całej akcji śmierć poniosło czterech uczestników. Straty po stronie niemieckiej były znacznie większe. Oprócz tego, że zdołano wyeliminować najważniejszy cel – Franza Kutscherę – AKowcy zastrzelili czterech wrogów, a dziewięciu poważnie ranili. Niezależnie jednak od bilansu samej akcji i strat po stronie polskiej, należy przypomnieć o dalekosiężnych skutkach zamachu. Śmierć Kutschery stanowiła dla Niemców kolejny dowód na to, że nie mogą czuć się w Warszawie bezpieczni. Akcję przeprowadzono w efektowny, zuchwały sposób, w samym centrum miasta, w biały dzień, a jej celem był okupant w stopniu generała. Niemcy dokonali rozmaitych represji: kolejnego dnia rozstrzelali 100 polskich zakładników, nałożyli na polskich mieszkańców Warszawy wynoszącą 100 milionów złotych kontrybucję, zakazano także Polakom samodzielnego prowadzenia pojazdów samochodowych. Nie dochodziło już jednak ani do regularnych łapanek, ani do publicznych egzekucji. Mimo istotnych strat, jedna z najbardziej spektakularnych akcji polskiego podziemia zakończyła się sukcesem.