Kategorie
Blog

A gdyby to Polska wygrała II Wojnę Światową? – recenzja powieści „Wallenrod” Marcina Wolskiego

Wielu z nas z pewnością zastanawiało się kiedyś, jak mogłyby potoczyć się dzieje Polski, gdyby wydarzenia poprzedzające wybuch II Wojny Światowej ułożyły się inaczej, niż w znanej nam historii. Co mogłoby się stać z Polską, gdyby zamiast stawiać opór niemieckiemu najeźdźcy, zawczasu zawarła z nim sojusz i wspólnie ruszyła na Sowietów? Na te, oraz szereg innych pytań, odpowiedź przedstawia Marcin Wolski na łamach powieści „Wallenrod”.

Wyobraźmy sobie, że Józef Piłsudski nie umiera w 1935 roku i jeszcze przez kilka lat stoi na czele pańśtwa polskiego. Polska i Niemcy, jako dwie czołowe militarne potęgi kontynentu europejskiego, dokonują błyskawicznej, zmasowanej inwazji na Związek Radziecki, kładąc trupem komunistyczne mocarstwo. Ambicje niemieckiego kanclerza wybiegają jednak znacznie dalej i bynajmniej nie zamierza na tym poprzestać. Snuje plany podboju Wielkiej Brytanii, gdzieś w sudeckich sztolniach trwają zaawansowane prace nad Wunderwaffe, która ma przynieść Niemcom dominację nad całym światem, a i kwestia żydowska pozostaje nierozwiązana. Piłsudski ma jednak świadomość, że sojusz z ogarniętym manią wielkości Hitlerem jest ryzykowny i oparty na niestabilnych fundamentach. Polski przywódca wysyła więc do Niemiec Halinę Silberstein, doskonale przeszkoloną agentkę, której zadaniem będzie przeniknięcie do najwyższych struktur władzy III Rzeszy i zapewnienie polskiemu wywiadowi dostępu do najtajniejszych informacji. W miarę, jak Halina je odkrywa, przekonuje się, że los całego dotychczasowego świata oraz przetrwanie Polski jako europejskiej potęgi leżą wyłącznie w jej rękach.

Każdy, kto zetknął się wcześniej z twórczością Marcina Wolskiego, ten wie, z jaką lekkością przychodzi temu autorowi konstruowanie alternatywnych, niekiedy fantastycznych wręcz scenariuszy historii. Nie inaczej jest i tym razem. Sięgając po „Wallenroda”, czytelnik z pewnością będzie zaskoczony, jak spójna, na pierwszy rzut oka, jest zaprezentowana przez Wolskiego historia. Autor bardzo sprawnie modyfikuje pewne wydarzenia i niuanse, które znamy z prawdziwych dziejów, na potrzeby własnej wizji. I tak, Schleswig-Holsztyn atakuje nie Gdańsk, a jeden z sowieckich portów. Katyń nie jest miejscem kaźni polskich oficerów dokonanej przez NKWD, ale niedoszłym miejscem zasadzki przygotowanej na polskie wojska przez najbliższego sojusznika. Dzieje okupowanego Londynu do złudzenia przypominają te, które w rzeczywistości stały się udziałem Warszawy. Inaczej też potoczą się losy morderczego wynalazku Oppenheimera. Wolskiemu z pewnością nie sposób odmówić erudycji. Autor roztacza przed odbiorcą spójny, starannie przemyślany scenariusz wydarzeń, finezyjnie odnosząc się do tych, które miały miejsce w rzeczywistości.

Czy dałoby się w tym wszystkim odnaleźć pewne nieścisłości czy elementy wręcz nieprawdopodobne? Wydaje się, że tak. Bo chociaż na pozór ciąg zdarzeń przedstawiony w „Wallenrodzie” miałby prawo dokonać się w rzeczywistości, to jednak zwraca uwagę kilka elementów, które rzucają się cieniem na wiarygodność całej historii. Pierwszy, to niezwykle szybkie i łatwe zwycięstwo Polski i Niemiec nad Związkiem Radzieckim. Fakt, wszystko dzieje się tą samą metodą, jak w przypadku kampanii polskiej w 1939 roku – atak opiera się na totalnym zaskoczeniu, jest realizacją Blitzkriegu, w dodatku pojawiają się wątki związane z restytucją caratu. Okazuje się ponadto, że dowództwo Związku Sowieckiego staje się ofiarą własnego systemu. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Stalin u Wolskiego jest osobnikiem daleko mniej inteligentnym i przebiegłym, niż miało to miejsce w rzeczywistości. Podobnie rzecz ma się z Adolfem Hitlerem. Autor wiarygodnie ukazał go jako chorobliwie ambitnego szaleńca o niezaspokojonej żądzy podboju, a jednak niekiedy Hitler sprawia wrażenie nader łatwowiernego wariata. Całkowitym jego przeciwieństwem jest Józef Piłsudski, któremu Wolski (nie pierwszy już raz zresztą w swojej twórczości) wystawia swojego rodzaju pomnik. „Dziadek” to niekwestionowany mąż stanu, człowiek niezwykle przenikliwy, którego spryt przeraża samego Fuhrera. Prawdziwy fundament bezpieczeństwa Polski.

Cała historia przyjęła postać pamiętnika głównej bohaterki, Heleny Silberstein, która w pierwszej osobie ukazuje czytelnikowi swoje wojenne losy. Trudno nie zapałać do niej sympatią. To silna, niezależna i niezwykle inteligentna kobieta, a jednocześnie żarliwa patriotka, gotowa wykorzystać swe nieprzeciętne talenty zgodnie z potrzebami Ojczyzny. Przy tym wszystkim jest wrażliwa, niezwykle kobieca, w dodatku targana wieloma problemami natury prywatnej. Z czasem okazuje się, że granica pomiędzy służbowymi obowiązkami, a własnym życiem, jest w przypadku jej fachu niezwykle płynna i skutkuje koniecznością stawania przed dylematami, w których nie ma jedynych słusznych rozwiązań.

Jak każdą książkę Marcina Wolskiego, także i tę czyta się błyskawicznie, nie zauważając ani upływu czasu, ani też tempa przewracanych stron. Historia Haliny Silberstein potrafi pochłonąć czytelnika bez końca, dostarczając zarówno rozrywki, jak i skłaniając do indywidualnych refleksji na temat dziejów naszego kraju. Warto przekonać się o tym samodzielnie.