Kategorie
Blog

Raj dla ornitologów – Biebrzański Park Narodowy

Wśród licznych obszarów o szczególnej wartości przyrodniczej w Polsce, Bagna Biebrzańskie zajmują szczególne miejsce. To właśnie tutaj drugą wojnę światową przetrwały łosie, które w późniejszym czasie introdukowano do pozostałych części kraju. Tutaj znajdują się siedziby lęgowe niezwykle rzadkich gatunków ptaków, które każdego roku przyciągają rzesze ornitologów z całego świata. Tutaj także położony jest największy spośród polskich parków narodowych.

Bagna Biebrzańskie chroniono już w czasie dwudziestolecia międzywojennego. Ówczesne władze założyły wtedy dwa rezerwaty: Czerwone Bagno i Grzędy. Pierwszy z nich istnieje do dnia dzisiejszego, choć w 1981 został znacząco powiększony. Dziś zajmuje obszar niemal dwunastu tysięcy hektarów. Sam Park Narodowy, przekształcony z istniejącego od 1989 Biebrzańskiego Parku Krajobrazowego, utworzono w 1993. Ogrom chronionego obszaru jest imponujący – zajmuje niemal 60 tysięcy hektarów, choć trzeba przyznać, że w Biebrzańskim Parku Narodowym Polacy mają naprawdę bogaty materiał przyrodniczy, kwalifikujący się do ścisłej ochrony. Biebrzański Park Narodowy jest największym parkiem narodowym w Polsce, ale i jednym z największych w całej Europie.

Unikatowe na skalę europejską walory przyrodnicze Biebrzańskiego Parku Narodowego zostały dostrzeżone także przez międzynarodowe organizacje zajmujące się ochroną zwierząt i ich naturalnego środowiska. Już w 1995, zaledwie dwa lata po utworzeniu Biebrzańskiego Parku Narodowego, został on wpisany na listę Konwencji Ramsar, jako chroniący obszary wodno-błotne i lęgowiska ptaków niezwykle rzadko występujących na naszym kontynencie. Organizacja BirdLife International uznała dolinę Biebrzy za teren o szczególnej, ogólnoświatowej randze, jeśli chodzi o ochronę zagrożonych gatunków ptaków. Sam zaś Biebrzański Park Narodowy uczestniczy w wielu rodzimych i międzynarodowych programach, mających na celu ochronę jego unikatowych walorów.

W całej dolinie Biebrzy zaobserwowano do tej pory występowanie ponad 270 gatunków ptaków, z których niemal 200 stanowią gatunki, które nad omawianych terenach mają swoje stanowiska lęgowe. To właśnie owe niezwykle rzadkie ptaki sprawiają, że Biebrzańskim Parkiem Narodowym interesują się ponadpaństwowe organizacje, a każdego roku dolinę Biebrzy odwiedzają tysiące ornitologów z całego świata, prowadzących tu badania naukowe. Do najbardziej charakterystycznych, występujących tu ptaków należą bataliony, dubelty, kuliki, biegusy zmienne, żurawie czy rybitwy. Można tu też spotkać rzadkie puchacze, sowy błotne i orliki krzykliwe. Biebrzański Park Narodowy uznaje się za największą na świecie ostoję wodniczki – żyje tu ponad 2000 przedstawicieli tego gatunku.

Chociaż Biebrzański Park Narodowy słynie przede wszystkim jako szczególne miejsce ochrony ptaków, to na jego obszarze żyją także liczni przedstawiciele innych gromad zwierząt. Tereny nad Biebrzą były jedynymi, na których łosie przetrwały drugą wojnę światową. Obecnie znajduje się tu ich największa w Polsce populacja – ponad 400 osobników. Kiedy wojna dobiegła końca, to właśnie dzięki terenom nadbiebrzańskim możliwa była reintrodukcja łosia na ziemiach, gdzie niemal zupełnie on wyginął. Dzięki temu dzisiaj byt tego gatunku w Polsce jest niezagrożony. Na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego żyją jednak także wilki, bobry i wydry, zaś w rozsianych w tej okolicy opuszczonych budynkach, np. w Twierdzy Osowiec, znajdują się wielkie skupiska nietoperzy, których żyje tu ponad 10 gatunków. Żyją tu także niezwykle rzadkie minogi ukraińskie, liczne gady i płazy, ale też tysiące setki owadów, spośród których wiele – zwłaszcza pająków – kwalifikuje się do miana rzadko spotykanych, lub występujących wyłącznie na tych terenach.

Biebrzański Park Narodowy porasta niezwykle zróżnicowana flora, wśród której nie brakuje rzadko spotykanych roślin. Rośnie tu kilka gatunków storczyków, rosiczki, czy widłaków. Znajdują się tu także skupiska występujących sporadycznie na innych obszarach mchów czy drzew, jak choćby brzoza niska czy wierzba lapońska.

Każdego roku Biebrzański Park Narodowy odwiedzany jest przez kilkanaście do kilkudziesięciu tysięcy turystów. Władze parku wychodzą naprzeciw oczekiwaniom tych, którzy najlepiej wypoczywają obcując z przyrodą i do dyspozycji odwiedzających oddali liczne szlaki turystyczne, o łącznej długości kilkuset kilometrów. Głównie są to szlaki kajakowe (ponad 200km), piesze (157km) i rowerowe (niecałe 70km), choć przygotowane zostały także ścieżki edukacyjne, a nawet kilkunastokilometrowy szlak przeznaczony z myślą o wycieczkach konnych. W wielu miejscach znajdują się punkty obserwacyjne i widokowe, w których turyści moga nacieszyć oczy pięknymi nadbiebrzańskimi krajobrazami. Większość z nich stanowią ornitolodzy (tak profesjonaliści, jak i amatorzy) i sympatycy spływów kajakowych, choć coraz więcej pojawia się tu turystów preferujących podróże piesze lub rowerowe.

Biebrzański Park Narodowy warto odwiedzić z wielu powodów. Przede wszystkim dlatego, że jest to obszar wyjątkowy na skalę ogólnoeuropejską. Osobliwości przyrody, jakie czekają turystów nad Biebrzą, próżno jest szukać w jakimkolwiek innym zakątku Starego Kontynentu. Park ten może się też okazać idealnym miejscem dla sympatyków przyrody szukających sposobności do wyciszenia i bliskiego kontaktu z naturą. Tereny te stanowią prawdopodobnie najrozleglejszy bezludny teren w Polsce, a liczba odwiedzających park turystów jest na tyle niewielka, że nietrudno tu o długą, pieszą wycieczkę w ciszy i spokoju, w towarzystwie szumiących drzew i śpiewających ptaków.

Kategorie
Blog

Polscy aktorzy i aktorki, którzy odnieśli sukces w Hollywood

Hollywood to dla ludzi kina miejsce niezwykłe – nie bez powodu nazywane jest niekiedy Krainą Snów. Sukces za oceanem to skryte marzenie wielu aktorów i aktorek z całego świata. Chociaż w wielu przypadkach na marzeniach właśnie się kończy, to nie brakuje tam osób nie-amerykańskiego pochodzenia, którzy zapracowali na swoje pięć minut w Hollywood. Wśród nich – utalentowane i rozpoznawane gwiazdy z Polski.

Pola Negri  

Pola Negri

Nasze zestawienie otwiera Pola Negri, gwiazda absolutnie światowego formatu, jedna z ikon przedwojennego kina niemego. Urodzona w bardzo ubogiej rodzinie, zadebiutowała w wieku 15 lat na scenie warszawskiego Teatru Małego w „Ślubach panieńskich” Fredry, a dwa lata później miała już pierwszą filmową rolę – w „Niewolnicy zmysłów” w reżyserii Jana Pawłowskiego. W 1917 wyjechała do Berlina, gdzie związała się z UFA – największą niemiecką wytwórnią filmową. Dzięki oryginalnej urodzie i niezwykłej gracji, dostawała angaże do egzotycznych ról. W „Oczach mumii Ma” zagrała Egipcjankę, a w „Sumurun” arabską tancerkę.  W kolejnych latach zagrała między innymi w „Madame Dubarry” i „Cesarzowej” Ernsta Lubischa, a role te zapewniły jej status wielkiej europejskiej gwiazdy.

Do Hollywood udała się w 1923 roku, szybko stając się gwiazdą światowego formatu. Filmy z jej udziałem docierały do ogromnych rzesz widzów, a rosnąca popularność przekładała się na horrendalnie wysokie zarobki. Świetnie rozwijająca się kariera Poli Negri trwała pięć lat, do czasu, gdy upowszechniło się kino dźwiękowe. Wówczas sława Polki zaczęła stopniowo wygasać, częściowo z racji nieco chrapliwego głosu i specyficznego akcentu. Nie mając złudzeń co do szans na odzyskanie popularności, zdecydowała się wyjechać do Niemiec i w latach 1934-1938 grała w filmach tamtejszej produkcji. „Mazur” w reżyserii Willi Forsta miał być podobno ulubionym filmem Adolfa Hitlera – gdzieniegdzie mówiło się o rzekomym romansie przyszłego fuhrera z polską aktorką. W 1938 Pola Negri zaprzestała gry w niemieckich produkcjach i udała się do Francji, a następnie w 1941 ponownie do USA. Po raz ostatni na srebrnym ekranie wystąpiła w 1964 roku w niezbyt udanym „The Moon-spinners”, a resztę życia spędziła w San Antonio z przyjaciółką – kompozytorką Margaret West, mocno angażując się w działalność charytatywną.

Gilda Gray (Marianna Michalska)

Zaraz po Poli Negri należy w naszym zestawieniu umieścić Gildę Gray, a właściwie – Mariannę Michalską. Urodzona w 1901 roku w Krakowie, była pierwszą Polką, uhonorowaną w Hollywoodzkiej Alei Gwiazd. Serca publiki podbiła przede wszystkim jako wykonawczyni tańca shimmy, który rozpopularyzowała swoimi występami (korpus tancerki pozostawał w nim w bezruchu, podczas gdy ramiona przesuwały się na zmianę do przodu, to do tyłu). Znana jest anegdota, zgodnie z którą nazwa tańca wzięła się właśnie od  Gildy Gray, która, zapytana o styl wykonywanego przez nią tańca, miała odpowiedzieć: „I am shaking my chemise”, choć ona sama zaprzeczała wielokrotnie, by taka sytuacja miała miejsce.

Gilda Gray

Zagrała w kilku hitowych produkcjach kina niemego. Zadebiutowała w 1919 roku w „A Virtuous Vamp”, a dwa lata później wystąpiła w „A Girl With the Jazz Heart”. Pamiętne role zanotowała w 1927 – najpierw w „Kabarecie”, a kilka miesięcy później w „Diabelskiej tancerce”. Swojego czasu nie ustępowała popularnością samej Poli Negri, o czym najlepiej świadczy fakt, że jej nazwisko wcześniej pojawiło się we wspomnianej Alei Gwiazd. Za rolę w „Aloma of the South Seas” zainkasowała 3 miliony dolarów, choć znaczną część oszczędności straciła w 1929 roku wskutek giełdowego krachu. Warto pamiętać, że Gilda Gray zawsze z dumą wypowiadała się o swoim polskim pochodzeniu i była żarliwą patriotką. Podczas II Wojny Światowej organizowała zbiórki pieniędzy na rzecz Polaków i aktywnie angażowała się w pomoc rodakom.

Elżbieta Czyżewska

Nazywana niekiedy „polską Marilyn Monroe”, absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie, jeszcze na studiach związała się ze Studenckim Teatrem Satyryków. Zadebiutowała w filmie Stanisława Barei pod tytułem „Mąż swojej żony”, wcielając się w postać Renaty. Odtąd jej kariera w Polsce potoczyła się błyskawicznie. Zagrała w „Żonie dla Australijczyka”, „Małżeństwie z rozsądku” oraz w „Rękopisie znalezionym w Saragossie”.

Elżbieta Czyżewska

W 1965 wyszła za Davida Halberstama, publicystę „New York Times”. Trzy lata później, na skutek wydarzeń marcowych 1968 roku, musiał on opuścić Polskę. Czyżewska udała się do USA wraz z nim. Za oceanem nie cieszyła się wprawdzie tak dużą popularnością jak w Polsce, jednak wzięła udział w kilku pamiętnych hollywoodzkich produkcjach. W przedstawieniu „Biesy” Dostojewksiego w reżyserii Andrzeja Wajdy miała okazję zagrać u boku młodej Meryl Streep. Zagrała też w „Putney Swope” Roberta Downey’a seniora, „Straconych latach”, „Niewłaściwym miejscu”, oraz „Pozytywce”. Fani amerykańskich seriali mogą ją pamiętać z „Brygady ratunkowej” oraz z „Seksu w wielkim mieście”, gdzie zagrała doktor seksuologii Guinevre Shapiro.

Joanna Pacuła

Joanna Pacuła to nie tylko utalentowana aktorka. Swojego czasu zasłynęła także jako zdolna modelka, zdobiąc okładki Vogue, Cosmopolitan, czy Harper’s Bazaar. Ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie i chociaż pierwsze doświadczenia aktorskie zbierała już jako nastoletnia dziewczyna, to na srebrnym ekranie zadebiutowała rolą studentki w filmie „Barwy ochronne” Krzysztofa Zanussiego. Niedługo później dostała angaż do „Akcji pod Arsenałem” Jana Łomnickiego, gdzie zagrała Duśkę Bytnarównę, siostrę „Rudego”, oraz w „Domu” Ewy Szymosiuk.

Joanna Pacuła

W 1982 roku udała się do Stanów Zjednoczonych, gdzie nawiązała kontakt ze wspomnianą wcześniej Elżbietą Czyżewską. Za rekomendacją Romana Polańskiego, który wcześniej pomógł jej rozwinąć karierę modelki, zagrała w filmie „Park Gorkiego”. Występ na tyle spodobał się krytykom, że zaowocował nominacją do Złotego Globu dla najlepszej aktorki drugoplanowej. Cztery lata później tą właśnie nagrodą uhonorowany został miniserial „Ucieczka z Sobiboru”, w którym Pacuła miała okazję zagrać żydówkę imieniem Luka. Jednak największym osiągnięciem Pacuły było zdobycie nagrody Saturna za występ w horrorze „Pocałunek”, gdzie wcieliła się w rolę modelki pozostającej pod wpływem kapłanki voodoo. Chociaż w kolejnych latach Joanna Pacuła grała głównie w filmach niskobudżetowych i to nie tylko z Hollywood, ale także z Nowej Zelandii, Francji, Włoch, Hiszpanii czy Finlandii, to do aktorskiego portfolio miała jeszcze okazję dopisać grę u boku Stevena Seagala w „Wybrańcu śmierci”, a także występy w obrazie science-fiction pt. „Głęboka czerwień” i thrillerze zatytułowanym „Wirus”. Kariera aktorki byłaby może jeszcze bardziej spektakularna, gdyby nie fakt, że za namową męża nie zgadzała się na występowanie w scenach erotycznych. Mało kto wie, ale właśnie z tego powodu Joanna Pacuła odmówiła występu w tak pamiętnych produkcjach, jak „Nagi instynkt” i „9,5 tygodnia”!

Izabella Scorupco

W naszym zestawieniu nie mogło zabraknąć Izabelli Scorupco, która również ma na swoim koncie kilka udanych występów w hollywoodzkich produkcjach. Aktorka od dziecięcych lat mieszkała w Szwecji, gdzie w wieku lat siedemnastu otrzymała rolę w melodramacie „Nikt nie kocha tak jak my” w reżyserii Staffana Hildebranda. Równolegle z karierą aktorską nabywała pierwsze doświadczenia przed obiektywem, a także na estradzie, czego efektem było pojawienie się we włoskim wydaniu magazynu Vogue oraz zdobyta w Szwecji Złota Płyta za album Iza z 1991 roku.

Izabella Scorupco

Hollywoodzka kariera Izabelli Scorupco miała swój początek w 1995 roku, kiedy zagrała w 17-tym filmie o przygodach Jamesa Bonda „Golden Eye” u boku Pierce’a Brosnana. Cztery lata później dostała rolę Heleny Kurcewiczówny w ekranizacji powieści „Ogniem i mieczem” w polskim filmie, w reżyserii Jerzego Hoffmana. Udane występy w obu tych obrazach stały się przyczynkiem do kolejnych angaży w mniej lub bardziej udanych, ale na ogół bardzo popularnych hollywoodzkich produkcjach – między innymi „Granice wytrzymałości” (2000), „Władcy ognia” (2002) i „Egzorcysta – Początek” (2004).

Jacek Koman

Rodzynkiem w naszym zestawieniu jest Jacek Koman, urodzony w 1956 roku absolwent łódzkiej szkoły filmowej, który w 1981 roku opuścił Polskę i od tamtej pory otrzymał wiele ciekawych ról w zagranicznych produkcjach. Odtwarzał zwykle postacie drugoplanowe, jednak jakość jego gry zawsze stała na najwyższym poziomie. Miłośnicy kina z pewnością pamiętają doskonały występ Komana w „Moulin Rogue”, gdzie wcielił się w narkoleptycznego Argentyńczyka. Fani kina science-fiction natomiast mogli zobaczyć go w 2006 roku jako odtwórcę Tomasza w filmie „Ludzkie dzieci”.

Jacek Koman

Koman zagrał jeszcze między innymi w „Oporze”, „Australii”, „Wielkim Gatsby” oraz „Ghost Rider 2”. Ponadto, można było go zobaczyć w serialach – między innymi w „Tripping Over”, „Spirited” i „Small Time Gangster”.W ostatnich latach coraz częściej możemy go oglądać w rodzimych produkcjach. Często współpracuje z Juliuszem Machulskim (wszakże u niego właśnie debiutował – w 1979 w filmie „Bezpośrednie połączenie”), nie tak dawno temu miał ponadto okazję zagrać w ekranizacji powieści „Ziarno prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego w reżyserii Borysa Lankosza.

 

Et cetera

Wśród innych polskich aktorów i aktorek, którzy mają za sobą epizody w Hollywood, wymienić można choćby Izabellę Miko (zagrała m.in. w „Straconych”, czy „Step Up – All In”), Alicję Bachledę-Curuś („Ondine”), Weronikę Rosati („Spisek”, „Twardziele”, „Last Vegas”), czy też Daniela Olbrychskiego, choć póki co nie są to oszałamiające kariery. Godne odnotowanie i rokujące są Dagmara Domińczyk (grała choćby w „They”, czy „Hrabii Monte Chrsto”), czy Katarzyna Wołejnio („Bad Boys II”, „Conan Barbarzyńca 3D”). Biorąc pod uwagę, że odniesienie sukcesu za oceanem jest ambicją znacznej części aktorów, a dla nas, widzów, powodem do dumy – tego właśnie z całego serca im życzymy.

Kategorie
Blog

Ostatni pierwotny las Starego Kontynentu – Białowieski Park Narodowy

Białowieski Park Narodowy jest najstarszym polskim parkiem narodowym i jednym z pierwszych, jakie założono w Europie. Powołany do istnienia został w 1932 roku jako Park Narodowy w Białowieży, a po wojnie, w 1947 restytuowany. Obszar, który chroni, jest wyjątkowy w skali światowej zarówno jeśli chodzi o faunę, jak i o florę.

W chwili powstania Białowieski Park Narodowy mieścił się na 150 000 hektarów, jednak dziś tylko 40% tego obszaru znajduje się w granicach Polski. Część wskutek zmian po 1945 roku stała się własnością Białorusi. Obszar parku narodowego był stopniowo zmniejszany. Aktualnie całość polskiego Białowieskiego Parku Narodowego ma 10 500 hektarów, z czego aż 4000 hektarów ciągle udostępniane jest człowiekowi do użytku gospodarczego. Mimo, że powierzchnia parku na przestrzeni dziesięcioleci znacznie się zmniejszyła, to nadal ścisłej ochronie podlegają w nim obszary, które stanowią o jego szczególnej wartości dla polskiej przyrody.

Białowieski Park Narodowy chroni przede wszystkim ostatni w Europie las o naturalnym, pierwotnym charakterze. Większość porastających tutaj drzew to drzewa liściaste. Mnóstwo jest tutaj także martwego drewna, które w obszarze ochrony ścisłej zajmuje około 25% wszystkich drzew. Na terenie Białowieskiego Parku Narodowego znaleźć można ponad 800 gatunków roślin naczyniowych, ponad 3000 grzybów i roślin zarodnikowych, zaś mchy i porosty reprezentuje ponad 400 gatunków. Wiele spośród tych roślin to gatunki rzadko spotykane gdziekolwiek indziej, charakterystyczne dla lasów pierwotnych.

Teren Białowieskiego Parku Narodowego zamieszkują tysiące różnego rodzaju zwierząt. Większość z nich, bo ponad 95%, stanowią bezkręgowce. Jest ich tutaj całe mnóstwo, występujących w tysiącach gatunków, lecz do tej pory tylko nieliczna ich część została należycie przebadana pod kątem naukowym. Niewiele jest tutaj gadów – najłatwiej można spotkać zaskrońce i jaszczurkę zwinkę. Trochę więcej płazów, i także wśród nich znajdują się gatunki rzadkie lub zagrożone. Grupę tę reprezentują na terenie parku kumaki nizinne, rzekotki drzewne, ropuchy szare, oraz traszki. Jest tu też ponad 250 gatunków ptaków, w tym 15 gatunków ptaków drapieżnych, oraz po 8 gatunków jeśli chodzi o sowy i dzięcioły.

Na terenie parku żyje także wiele rzadkich gatunków ssaków. Symbolem Białowieskiego Parku Narodowego jest żubr, który kiedyś był tu spotykany bardzo sporadycznie, jednak dzięki podjętym działaniom jego populacja znacznie się zwiększyła. Obecnie w polskiej części białowieskiej puszczy żyje około 450 żubrów. Wraz z nimi park zamieszkują jednak łosie, jelenie, sarny i dziki, zające (także bielaki) i różnego rodzaju gryzonie. Spośród zwierząt drapieżnych da się także wyróżnić wilki, rysie, jenoty, wydry i borsuki, a także bardzo pospolite lisy.

Jak w wielu polskich parkach narodowych, także i w parku białowieskim prowadzone są badania naukowe mające na celu zbadanie tutejszej przyrody. Zaczęto to robić już w XVIII wieku, a także i dzisiaj co roku realizowane są kolejne projekty badawcze.

Białowieski Park Narodowy budzi duże zainteresowanie turystów. Każdego roku przyjeżdża tu 140 000 ludzi. Władze parku udostępnili do zwiedzania Rezerwat Pokazowy Żubrów, Muzeum Przyrodniczo-leśne, oraz dwa obwody ochronne parku – Sierchanowo i Hwoźna. W tym ostatnim biegną dwa niezbyt długie szlaki piesze i rowerowe, o długości 6,5 oraz 12km. W okolicy na parku dla turystów przygotowano miejsca noclegowe w Domu Myśliwskim, a także w powstałym nieopodal ośrodku z pokojami gościnnymi.

Kategorie
Blog

Stefan Banach – genialny polski matematyk

Jeden z najwybitniejszych matematyków XX wieku. Autor ponad sześćdziesięciu prac naukowych, twórca nowatorskich rozwiązań, twierdzeń i matematycznych prawideł. Człowiek, którego dokonania stały się znane na całym świecie, a którego nieprzeciętną inteligencję przyjaciele i uczniowie kwitowali mówiąc, iż miał „jasność myślenia aż nieprzyjemną”.

Dzieciństwo usłane trudnościami

Urodził się 20 marca 1892 roku w Krakowie. Jego ojcem był Stefan Greczek – góral z Ostrowska, służący jako żołnierz w wojsku austriackim, a w późniejszym czasie pracujący w jednym z krakowskich urzędów. Matką była góralka, Katarzyna Banach i to po niej przyszły wybitny matematyk przyjął nazwisko. Dzieciństwo Stefana nie było usłane różami. Zaraz po urodzeniu został oddany pod opiekę Franciszki Płowej, właścicielki miejscowej pralni, oraz jej córki – Marii Puchalskiej. Osobiście znał jedynie ojca i niekiedy się z nim widywał. Obiecawszy niegdyś żonie, że będzie łożył pieniądze na utrzymanie chłopca, Greczek dotrzymywał słowa.

Już jako kilkunastoletni młodzieniec Stefan Banach musiał zatroszczyć się o swoje utrzymanie. Uczył się, jednak postępy w edukacji przychodziły mu z problemami. Z trudem zdał maturę, choć na własną rękę rozwijał zainteresowania w dziedzinie matematyki. Często bywał na wykładach Stanisława Zaremby, prowadzonych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jako piętnastolatek udzielał korepetycji, dzięki czemu był w stanie zapewnić sobie skromny byt. W międzyczasie zatrudnił się też w jednej z krakowskich księgarni. W roku 1911 udał się na Wydział Inżynierii Lądowej Politechniki Lwowskiej, gdzie spędził dwa lata – studiów nie ukończył, rezygnując z nich w 1913 i otrzymując zaledwie półdyplom.

Matematyczny talent

Odkrywcą nieprzeciętnego talentu Stefana Banacha okazał się inny wybitny polski matematyk – Hugo Steinhaus. Tak jak to często bywa, potencjał tkwiący w Banachu ukazał mu się przez przypadek. Oddajmy głos samemu Steinhausowi, który tak właśnie wspominał pierwsze z nim spotkanie:

Idąc letnim wieczorem roku 1916 wzdłuż Plant usłyszałem rozmowę, a raczej tylko kilka słów; wyrazy całka Lebesgue’a były tak nieoczekiwane, że zbliżyłem się do ławki i zapoznałem z dyskutantami: to Stefan Banach i Otto Nikodym rozmawiali o matematyce. Powiedzieli mi, że mają trzeciego kompana Wilkosza… To zagadnienie (mowa o przeciętnej zbieżności sum częściowych rozwinięć Fouriera) postawiłem mu właśnie w roku 1916, gdy zapoznałem się z nimi na krakowskich Plantach – próbowałem je sam rozwiązać od dłuższego czasu i niemałe było moje zdziwienie, gdy Banach znalazł odpowiedź negatywną, którą zakomunikował mi z pewnym zastrzeżeniem, polegało ono na nieznajomości przykładu Du Bois-Reymonda.

Nieoczekiwane spotkanie Banacha ze Steinhausem zakończyło się owocną, wieloletnią współpracą, której efekty okazały się nie do przecenienia dla polskiej nauki.

W 1920 roku Hugo Steinhaus zapewnił Banachowi asystenturę u profesora Antoniego Łomnickiego, w Katedrze Matematyki na Wydziale Mechanicznym Politechniki Lwowskiej. Jeszcze tego samego roku, nie mając nawet ukończonych studiów, uzyskał stopień doktora na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Jego rozprawa została opublikowana w trzecim tomie Fundamenta Mathematicae, w 1922 roku, a Banach zawarł w niej podstawy analizy funkcjonalnej, będącej nową dziedziną matematyki.

Pasmo naukowych sukcesów

Tego samego roku Stefan Banach uzyskał habilitację, a w 1924 został profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Jana Kazimierza oraz członkiem korespondentem Akademii Umiejętności. Pod jego opieką znalazł się jeden z zakładów Instytutu Matematycznego wspomnianej uczelni. Banach zajmował się nie tylko dydaktyką, ale i ważnymi – jak się później okazało, w niektórych przypadkach wręcz przełomowymi – projektami naukowymi. W 1929 był współzałożycielem pisma Studia Mathematica, specjalizującego się w zagadnieniach dotyczących analizy funkcjonalnej. Trzy lata później, w 1932 zainicjował wydawanie Monografii Matematycznych – serii prac poświęconych matematyce, nie ograniczających się już do tylko jednego jej działu, ale do rozmaitych związanych z nią zagadnień. Pierwszym z dzieł publikowanych w monografiach była jedna z najsłynniejszych prac Banacha – Theorie des operations lineaires. Pozwoliła mu ona zyskać popularność w naukowym świecie, a jej wartość naukową oceniono bardzo wysoko. Była jedną z tych prac, które najbardziej przyczyniły się do rozwoju analizy funkcjonalnej jako dziedziny matematyki.

Popularność Stefana Banacha jako naukowca nieustannie rosła. Na początku lat trzydziestych von Neumann namawiał go do emigracji do Stanów Zjednoczonych, jednak Banach wolał pozostać w Polsce. W 1930 otrzymał Nagrodę Naukową Lwowa, a w 1933 wielką nagrodę Polskiej Akademii Umiejętności, zostając przy tym wybranym na prezesa Polskiego Towarzystwa Matematycznego. O wielkiej sławie Stefana Banacha zarówno w kraju, jak i poza granicami może świadczyć zaproszenie go na Międzynarodowy Kongres Matematyczny w Oslo, w 1936 roku. Banach przybył tam i miał możliwość wygłoszenia jednego z odczytów plenarnych.

Uczniowie i przyjaciele Banacha w swoich wspomnieniach pisali, iż wybitny polski matematyk miał osobliwy talent do wykładania przedmiotów, którymi się zajmował. Prowadził świetne wykłady, jednak znacznie trudniej było mu przelewać swoje myśli i wnioski na papier – niezależnie od tego, jak bogaty był jego dorobek w postaci naukowych książek i artykułów. Posiadał ponadto zwyczaj dyskutowania o zagadnieniach matematycznych w kawiarniach i lokalach. We Lwowie takim miejscem była Cafe Szkocka. Początkowo wnioski z takich dysput matematycy zapisywali na serwetkach bądź wręcz na stolikach, jednak odkąd żona Stefana Banacha, Łucja, zakupiła mu w tym celu gruby zeszyt, to właśnie w nim Stefan Banach, jak również jego przyjaciele – a nierzadko były wśród nich sławy światowej matematyki – zapisywali notatki dotyczące naukowych problemów wymagających rozwiązania w późniejszym czasie. Tak też powstała Księga Szkocka, w której Banach wraz z przyjaciółmi i uczniami wyszczególnili 193 matematyczne problemy, począwszy od zagadnień z dziedziny analizy funkcjonalnej, aż po proste łamigłówki. Obecnie znajduje się ona w posiadaniu potomków Banacha, jednak z jej treścią zapoznać się może każdy – jest bowiem ogólnodostępna nie tylko w uniwersyteckich bibliotekach, ale i internetowych, naukowych bazach danych.

Krótko po wybuchu II Wojny Światowej, kiedy wojska sowieckie zajęły Lwów, Stefan Banach był profesorem Uniwersytetu Lwowskiego. Chociaż zawsze starał się trzymać z dala od polityki, zgodził się na przyjęcie stanowiska delegata do Lwowskiej Rady Miejskiej. Prawdziwe kłopoty zaczęły się wraz z chwilą, gdy Lwów znalazł się pod niemiecką okupacją. Wtedy to, w 1941 roku, Niemcy zamknęli wszystkie uczelnie wyższe. Banach, aby przeżyć, wraz z pozostałymi wybitnymi osobistościami Lwowa i tamtejszymi działaczami ruchu oporu dostał się do Instytutu Badań nad Tyfusem Plamistym i Wirusami pod kierownictwem profesora Rudolfa Weigla. Wszyscy oni, wraz z Banachem, otrzymali legitymację karmicieli wszy w instytucie pracującym nad szczepionką przeciwko tyfusowi. Dokument ten skutecznie odstraszał Niemców – przekonanych, że karmiciele siłą rzeczy też muszą być zarażeni – i pozwolił Banachowi przeżyć czas okupacji. Tuż po tym, jak Armia Czerwona ponownie zajęła Lwów, polski matematyk powrócił na Uniwersytet Lwowski jako dyrektor katedry matematyki. Rządzone przez Sowietów ziemie nie były jednak optymalnym miejscem dla pracy naukowej – dlatego też Banach zdecydował się na stałe wrócić do Krakowa. Przygotowywał się do tego wyjazdu, miał już zaplanowane wykłady na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Los chciał jednak inaczej. W styczniu 1945 roku Stefan Banach zachorował na raka płuc i musiał zrezygnować z wyjazdu. Powrót do Krakowa nigdy już jednak nie doszedł do skutku. Banach zmarł 31 sierpnia 1945 roku. Pochowano go w grobowcu Riedlów na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Jego pogrzeb, który zgromadził setki mieszkańców Lwowa, stał się zarazem wielką manifestacją polskiego środowiska naukowego, które po zakończeniu II Wojny Światowej i okrojeniu granic Rzeczypospolitej nadal pozostały we Lwowie.

Dziedzictwo naukowca

Stefan Banach do dziś pozostaje jednym z najwybitniejszych polskich matematyków. Był autorem ponad sześćdziesięciu prac naukowych, poświęconych rozmaitym zagadnieniom matematycznym: od szeregów Fouriera, poprzez funkcje ortogonalne i równania Maxwella, na teorii miary skończywszy. Nie kto inny, jak Banach, postawił ostatecznie fundamenty pod rozwijającą się dopiero we współczesnych mu czasach teorię analizy. Opracował jej główne założenia, tezy i pojęcia, przyjęte później przez matematyków z całego globu. Był też autorem aksjomatycznej definicji przestrzeni – do dziś w matematycznym światku zwanej przestrzenią Banacha.

Przy tym wszystkim był Stefan Banach człowiekiem niezwykle skromnym i prostym. Był matematycznym geniuszem, jednak sztuka i kultura były mu raczej obce – nie przepadał za literaturą czy teatrem, preferując rozwiązywanie zagadek z dziedzin nauk ścisłych. Ogrom jego osiągnięć, uznanie zyskane w oczach najwybitniejszych matematyków z całego świata oraz niemały wkład w rozwój poszczególnych dziedzin Królowej Nauk sprawiają, że Stefana Banacha umieścić należy pośród najzdolniejszych matematyków nie tylko w historii Polski, ale i całego globu.

Kategorie
Blog

U stóp Królowej Beskidów – Babiogórski Park Narodowy

Babia Góra, najwyższy szczyt Beskidów Zachodnich, od lat przyciąga turystów i naukowców. Rozciągający się wokół niej park narodowy, będący jednym z polskich rezerwatów biosfery, pełen jest przyrodniczych osobliwości, a dobrze rozwinięta sieć szlaków czyni go atrakcyjną propozycją dla pasjonatów rodzimej fauny i flory.

Babiogórski Park Narodowy znajduje się w południowej Polsce, nieopodal granicy ze Słowacją, na terenie powiatu suskiego i nowotarskiego. Obejmuje ochroną głównie północną część masywu Babiej Góry, od Przełęczy Jałowieckiej do Przełęczy Lipnickiej. Dyrekcja parku narodowego, wraz z ogrodem roślin babiogórskich i ośrodkiem edukacyjnym znajdują się w miejscowości Zawoja, będącej zarazem największą i najdłuższą spośród polskich wsi.

Babiogórski Park Narodowy powstał 30 października 1954 roku. Początkowo jego powierzchnia wynosiła nieco ponad 1703 hektary, lecz w roku 1997 obszar parku powiększył się niemal dwukrotnie. Od tamtego czasu jest to 3391 hektarów. Wśród przyczyn powstania wyróżnia się zwłaszcza klasyczniy układ pięter roślinnych, który wykształcił się na tym terenie, a także fakt, iż wspomniane tereny są domem dla wielu rzadkich odmian zwierząt i roślin. Sama Babia Góra jest najwyższym wzniesieniem Beskidów Zachodnich. Wysokość 1725 m. n.p.m. sprawia, że jest to jedno z najwyżej położonych miejsc w Polsce.

Na terenie Babiogórskiego Parku Narodowego udokumentowano obecność ponad kilkuset gatunków roślin. Wiele z nich objętych jest w Polsce ścisłą ochroną. Dla okrzyna jeleniego, który jest symbolem parku, a także dla rogownicy alpejskiej, Babiogórski Park Narodowy to jedyne miejsce występowania na terenie Polski.

Równie bogato prezentuje się fauna parku. Spośród ssaków natknąć się tu można na wilki, rysie, borsuki, jeże, a nawet niedźwiedzie brunatne. Babiogórski Park Narodowy jest także domem dla 127 gatunków ptaków. Wśród tych wymagających szczególnej ochrony, wyróżnić można cietrzewie (których żyje tu 80 par) oraz głuszce (50 par), kilka gatunków dzięciołów, a także ptaki drapieżne, z puszyczkiem i myszołowem na czele. Wśród płazów i gadów wspomnieć trzeba o jadowitej żmiji zygzakowatej, a także szczególnie rzadkiej w naszym kraju salamandrze plamistej.

Teren Babiogórskiego Parku Narodowego jest otwarty dla ruchu turystycznego. Najbardziej atrakcyjnym dla zwiedzających punktem parku jest Diablak – najwyższy szczyt masywu, z którego wierzchołka rozciągają się wspaniałe widoki. Na entuzjastów górskich wycieczek czeka tutaj pięć szlaków turystycznych, zaś strudzonym wędrowcom odpoczynek zapewnia schronisko w Markowych Szczawinach, z kilkudziesięcioma miejscami noclegowymi i bufetem. Popularność Babiogórskiego Parku Narodowego nieustannie rośnie. W ostatnich latach liczba odwiedzających przekraczała nawet 100 000 turystów rocznie.

Grzechem byłoby nie wspomnieć o działalności edukacyjnej i naukowej, jaką podejmują władze parku oraz przybywający do Babiej Góry naukowcy. Dla zainteresowanych, Babiogórski Park Narodowy organizuje zajęcia terenowe i multimedialne, jak również spotkania na szlaku. Oferta ta kierowana jest dla wszystkich, ze szczególnym uwzględnieniem dzieci i młodzieży. Badania naukowe zaś prowadzone są na terenie Babiej Góry od 1804 roku, kiedy zapoczątkował je Stanisław Staszic. W latach 1954-2008 w parku narodowym podjęto i zrealizowano blisko 900 projektów badawczych.

Niezwykłe walory przyrodnicze Babiogórskiego Parku Narodowego doceniono także poza granicami naszego kraju. W 1977 UNESCO uznała Babiogórskich Park Narodowy ze Światowy Rezerwat Biosfery.

Kategorie
Blog

Polskie zwyczaje wielkanocne – Wielki Piątek

Wielki Piątek stanowi w tradycji katolickiej pamiątkę męczeńskiej śmierci Jezusa Chrystusa. Jest to czas zadumy, smutku i refleksji, a także jedyny dzień w roku, gdy w katolickich świątyniach nie jest odprawiana msza święta. Mimo to, nie brakuje związanych z nim obrzędów i zwyczajów, zarówno tych kultywowanych dawniej, jak i tych, o których pamiętamy i praktykujemy także dziś.

Liturgia Męki Pańskiej

Zgodnie z ewangelią według świętego Mateusza, śmierć Jezusa nastąpiła popołudniu, stąd większość obrzędów i nabożeństw odbywa się właśnie o tej porze dnia. Zaczyna je Liturgia Męki Pańskiej. Jej początek jest zupełnie nietypowy jak na katolickie nabożeństwo, następuje bowiem w zupełnej ciszy. Nie odmawia się modlitw, nie są śpiewane żadne pieśni. Kapłan wraz ze swoimi asystentami na oczach wiernych pada przed ołtarzem na twarz i przez kilka chwil leży krzyżem, podczas gdy wierni, w milczeniu i na kolanach, wspominają zbawczą mękę Chrystusa, oczekując na kolejne części nabożeństwa. Następnie czytane jest proroctwo o Cierpiącym Słudze Jahwe i fragment listu do Hebrajczyków, a chwilę później – opisy Męki Pańskiej według świętego Jana. W trakcie wielkopiątkowej liturgii odprawiane są również przejmujące modlitwy w intencji jedności całego chrześcijańskiego świata, a także o nawrócenie Żydów.

Najważniejszym punktem nabożeństwa jest adoracja krzyża świętego. Wnoszony przez kapłana przed ołtarz, zasłonięty jest fioletowym materiałem, a następnie, przy śpiewie i modlitwie wiernych, powoli odsłaniany. Krzyż pozostaje tu do Wigilii Paschalnej, tak, by wierni w dowolnej chwili mogli poświęcić się jego adoracji. Ostatnim elementem Liturgii Męki Pańskiej jest zaś procesja do Grobu Pańskiego. Tuż obok wybudowanego – najczęściej wewnątrz świątyni – grobu Chrystusa, na niewielkim ołtarzyku, umieszcza się Najświętszy Sakrament, przykryty przejrzystym materiałem, symbolizującym całun, w który owinięto ciało Jezusa. W bardzo wielu kościołach wierni pozostają w świątyniach przez całą noc, strzegąc Grobu Pańskiego i adorując najświętszy sakrament.

Droga Krzyżowa

Poza Liturgią Męki Pańskiej – obowiązkowym nabożeństwem Wielkiego Piątku – w większości kościołów odprawiane są Drogi Krzyżowe. Zwykle ma to miejsce około godziny piętnastej, gdyż zgodnie z Pismem Świętym, właśnie o tej godzinie Chrystus skonał na krzyżu. Ponadto, Wielki Piątek stanowi dobrą okazję do przedświątecznej spowiedzi. Od wielu lat większość polskich katolików przystępuje do sakramentu pokuty właśnie w trakcie Wielkiego Tygodnia. Nic zatem dziwnego, iż każdego roku przy okazji wielkopiątkowych nabożeństw i obrzędów kościoły wprost pękają w szwach.

Wielki Piątek to jeden z dwóch – obok Środy Popielcowej – dni w roku, kiedy katolicy w Polsce i na świecie zobowiązani są do przestrzegania ścisłego postu. W dniu tym, jak w niemal każdy piątek, powinni oni powstrzymać się od spożycia mięsa, a także ograniczyć spożywanie posiłków. W Polsce wygląda to w ten sposób, iż spożywa się trzy posiłki – w tym tylko jeden do syta, natomiast dwa pozostałe niepełne.

Tak Wielki Piątek wygląda w Polsce współcześnie, ale warto wspomnieć o pewnych zwyczajach związanych z tym szczególnym dniem, które dziś kultywowane są w nielicznych miejscach, bądź też przetrwały w odmienionej formie.

Symboliczne Groby Pańskie

Jednym z najważniejszych i najciekawszych jest wspomniany wcześniej zwyczaj wystawiania w kościołach symbolicznych grobów Chrystusa. Zwyczaj ten zachował się wprawdzie po dzień dzisiejszy i jest żywo kultywowany, jednak warto zwrócić uwagę na jego historię. Tradycja ta, podobnie jak bożonarodzeniowe jasełka, przybyła do Polski z Włoch i najpierw przyjęła się w klasztorach, a dopiero później w kościołach parafialnych. Rozwinęła się już w XVII wieku, a dziś Polska jest praktycznie jedynym krajem, który ją kultywuje. Grobom Pańskim zapewniano należytą ochronę. Wyznaczano specjalnych ludzi, którzy mieli przy nich pełnić warty, a oddelegowania do tego zadania uchodziło zwykle za duży honor i zaszczyt. Starano się, by wartownikami byli faktycznie prawdziwi żołnierze lub miejscy strażnicy. Król August III Sas miał nawet jednego razu przysłać do katedry warszawskiej drabantów, a do innej przysłał spieszonych jeźdźców z artylerii konnej. Jednak nie wszędzie można było powołać do warty żołnierzy bądź straże. Wtedy wybierano miejscowych rzemieślników, bądź zasłużone persony, przystrajając je w eleganckie, szlacheckie szaty. Przepych w stroju wartowników był zauważalny na przykład w Wielkopolsce, gdzie strażnicy Grobu Pańskiego nazywani byli „Turkami”, z racji wystawnych strojów, jakie przywdziewali na te okazje.

W mniejszych miejscowościach wierni odwiedzali Grób Pański w najbliższym kościele, jednak w miastach, gdzie było więcej świątyni, godziło się odwiedzić wszystkie Groby, a przy każdym z nich choć przez chwilę się pomodlić i złożyć niewielką ofiarę. W Krakowie na przykład istniał zwyczaj, że każdy wierny powinien nawiedzić przynajmniej siedem Grobów Pańskich, a są podstawy, żeby przypuszczać, że inne miasta wcale mu w tym względzie nie ustępowały.

O tym, jak wyglądały chrystusowe groby, dokładnie pisze ksiądz Jędrzej Kitowicz w swoim słynnym dziele Opis obyczajów za panowania Augusta III. Oddajmy więc na chwilę głos naszemu osiemnastowiecznemu pamiętnikarzowi: Groby robione były w formę rozmaitą, stosowną do jakiej historyi z Pisma Świętego Starego lub Nowego Testamentu wyjętej. Na przykład: reprezentowały Abrahama patryjarchę, syna swego Izaaka na ofiarę Bogu zabić chcącego, albo Józefa patryjarchę od braci swoich do studni wpuszczanego, albo Daniela proroka w jamie między lwami zostającego, albo Jonasza, którego wieloryb połyka paszczęką swoją itp. z Nowego Testamentu: Górę Kalwaryjską z zawieszonym na krzyżu Chrystusem, z żołnierzami, którzy Go krzyżowali i tłumem żydostwa, którzy się temu krzyżowaniu przypatrywali; skałę, w której grób był wycięty i w której ciało Chrystusa było złożone, z żołnierzami na straży grobu postawionymi, śpiącymi, albo też inną jaką tajemnicę Męki lub Zmartwychwstania Chrystusowego. Po niektórych kościołach takowe wyobrażenia były ruchome. Lwy błyskały oczami szklanymi, kolorami iskrzącymi się i światłem z tyłu napuszczonymi, wachlowały jęzorami z paszczęk wywieszonymi. Morze bałwany swoje miotało. Longin siedzący na koniu zbliżał się do boku Chrystusowego z włócznią. Maryje, stojące pod krzyżem, ręce do oczów z chustkami podnosiły i jakoby zemdlone na dół opuszczały. W osobie albo – właściwie mówiąc w wizerunku osoby, która była treścią historyi i argumentem, wyrżnięta była dziura okrągła w piersiach lub w boku tak wielka jak Hostyja, przez którą dziurę widzieć się dawała sama tylko Hostyja w monstrancji będąca, za taż osobą na postumencie postawionej. Ozdabiano te groby rzeźbą, malowaniem, arkadami w głęboką perspektywę ułożonymi, światłem rzęsistym lamp ukrytych i świec oświeconymi, a po bokach i z frontu kobiercami i szpalerami obsłaniali, przesadzając się jedni nad drugich w ozdobności grobów…

Powoli jednak przepych opuszczał polskie Groby Pańskie. Zwłaszcza w okresie narodowych niewoli wyglądały one zupełnie inaczej, dużo bardziej posępnie, aniżeli w czasach, gdy Polsce wiodło się dobrze. Coraz częściej nawiązywały one do aktualnych wydarzeń, także o charakterze politycznym, a te – jak wiadomo – nie zawsze układały się po myśli Polaków. Warto przypomnieć sobie, jak wyglądał Grób Pański w warszawskim kościele św. Anny, podczas okupacji hitlerowskiej, w 1942 roku. Zaprojektowany przez Stanisława Miedzę-Tomaszewskiego. Józef Szczypka takimi słowami opisuje jego wygląd: zwęglone belki, pasma kolczastego drutu, czarny, surowy krzyż i chudy, jakby wykradziony z obozu trup Zbawiciela. Całkiem niedawno również mieliśmy okazję zobaczyć w Polsce Grób Pański nawiązujący bezpośrednio do wydarzeń z historii narodu – w 2011 roku Grób Pański w pomorskiej Rumii nawiązywał bezpośrednio do katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku, a instalacja łącząca postać Jezusa z rozbitym państwowym samolotem symbolizowała pustkę w sercach Polaków powstałą po tej tragedii.

Procesje z udziałem kapników

Innym ciekawym zwyczajem były procesje z udziałem biczujących się kapników. Byli oni ubrani w posępne stroje z wielkimi kapturami, wyposażonymi jedynie w otwory na oczy. Maszerowali wzdłuż drogi krzyżowej i śpiewając pieśni o Męce Pańskiej, biczowali się przy każdej stacji. Wśród nich zawsze jeden przebrany był za Chrystusa. Na głowie niósł koronę cierniową, jego ramię spowijał ciężki łańcuch, sam zaś niejednokrotnie upadał pod ciężarem niesionego krzyża. Wtedy pozostali uczestnicy pochodu okładali go przymocowanymi do krzyża łańcuchami, wołając: Postępuj, Jezu! Ksiądz Kitowicz w swoim dziele odnosi się do kapników również krytycznie:

Jeżeli dwie procesje kapnickie zeszły się razem do jednego kościoła i były tak uparte, że jedna drugiej nie chciała ustąpić pierwszeństwa, przychodziło między nimi do bitwy, do której oręża potocznego: kijów, pięści i kamieni, używano. Nie trafiło się jednak nigdy, żeby taka bitwa zbytnie krwią oblała. ponieważ mała liczba zapalczywych kapników od większej nierównie rozmaitego stanu osób, za procesją idących albo też z osobna groby obchodzących, z łatwością rozerwana i poskromiona bywała.

Tym niemniej, podobne przypadki należały do rzadkości.

Za Boże rany, biją barany!

Jednak Wielki Piątek nie wszędzie był li tylko czasem żalu i refleksji. Na polskiej wsi na przykład istniało kilka zwyczajów, które w pewnym sensie wyłamywały się z charakterystycznych dla tego dnia wyciszenia i ascezy, choć i tak starano się je zachować. W wiejskich domach od rana smagano się rózgami pokrzykując: Za Boże rany biją barany! Podobnie zresztą było w miastach, gdzie chociażby czeladnicy również otrzymywali symboliczną chłostę od swoich mistrzów i nauczycieli. Inną tradycją było zanurzanie się w rzekach, nierzadko wjeżdżając do nich konno. Wierzono bowiem, że taka wielkopiątkowa kąpiel uchronić może przed chorobami, a łaska spłynąć może zarówno na ludzi, jak i na zwierzęta. Innym zwyczajem było znęcanie się nad żurem. W wielkopiątkowy wieczór (choć gdzieniegdzie rankiem w Wielką Sobotę), bawiono się w pogrzeb żuru – zupy symbolizującej post. Młodzieńcy robili sobie wtedy żarty, na przykład prosząc naiwnych rówieśników o potrzymanie garnku z żurem, a następnie rozbijając go w taki sposób, by oblać trzymającą osobę. Niekiedy zaś organizowano pochody pogrzebowe dla żuru, których zwieńczeniem było wylanie potrawy do dołu i przysypanie jej ziemią. Wszystko to rzecz jasna utrzymane było w luźnej, humorystycznej atmosferze. Nie umniejszano jednak przy tym powadze dnia – wszystkie te figle płatano po wielkopiątkowych nabożeństwach, już w atmosferze niecierpliwego wyczekiwania na Wielką Sobotę.

Niegdyś praktyki pokutne w Wielki Piątek były dalece bardziej rozbudowane, niż dzisiaj. Powszechnie wierzono bowiem, iż od piątkowego popołudnia – to jest momentu śmierci Jezusa na krzyżu – aż do jego niedzielnego Zmartwychwstania, Szatan posiada realną władzę nad światem. Dzisiaj porzucono wiele spośród dawnych zwyczajów, jednak Wielki Piątek pozostaje ważnym dniem w kalendarzu polskich katolików. Dniem, w którym nie tylko przestrzegają ścisłego postu, ale i kierują swoje kroki na pełne refleksji nabożeństwa, pomagające głębiej przeżyć pamiątkę zbawczej Męki Chrystusa i przygotować się na mające nadejść wkrótce Zmartwychwstanie.

Kategorie
Blog

Polskie zwyczaje wielkanocne – Wielki Czwartek

Wielki Czwartek stanowi pierwszy dzień Triduum Paschalnego, w trakcie którego wierni Kościoła Katolickiego celebruję mękę, śmierć oraz zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Jest zarazem pamiątką ustanowienia sakramentów Kapłaństwa oraz Eucharystii. Także w tym dniu święci się ponadto oleje, służące następnie duchownym podczas pełnienia posług kapłańskich.

W wielkoczwartkowy poranek w kościołach katedralnych sprawowane są Msze Krzyżma świętego. To jeden z najważniejszych obrzędów towarzyszących pierwszemu dniu Triduum Paschalnego. Mszę świętą celebruje biskup przy asyście prezbiterów danej diecezji, a wśród jej uczestników znajdują się duchowni sprawujący funkcje w podległych jej parafiach. W trakcie mszy odnawiają oni swoje kapłańskie przyrzeczenia. Biskup ponadto święci oleje przeznaczone do namaszczeń podczas takich sakramentów jak chrzest, bierzmowanie, kapłaństwo czy namaszczenie chorych. Stąd taka, a nie inna nazwa odprawianego nabożeństwa: Msza Krzyżma świętego, zwana też niekiedy mszą olejów.

O ile Msza Krzyżma świętego odprawiana jest wyłącznie w świątyniach katedralnych, to we wszystkich kościołach parafialnych w Wielki Czwartek celebrowana jest wieczorem Msza Wieczerzy Pańskiej. To właśnie ona rozpoczyna Triduum Paschalne. Niedługo przed rozpoczęciem liturgii z tabernakulum wyjmowany jest Najświętszy Sakrament – i pozostaje ono puste przez najbliższe dni, co ma symbolizować pojmanie Chrystusa i jego Ostatnią Wieczerzę. Później Najświętszy Sakrament zostaje przeniesiony do specjalnie przygotowanej na tę okazję sali adoracji – tam wierni adorują go do późnych godzin nocnych, zarówno w Wielki Czwartek, jak i kolejne dni.

Jako, że wielkoczwartkowa wieczorna msza święta upamiętnia ustanowienie przez Chrystusa dwóch spośród siedmiu sakramentów świętych Kościoła Katolickiego, nabożeństwo to ma bardzo uroczysty charakter. Słowa Jezusa, zgodnie z którymi poświęcone wino stanowi jego krew, zaś chleb- jego ciało, uznaje się za podstawę Eucharystii. Tymczasem polecenie zawarte w słowach To czyńcie na mają pamiątkę – jest podstawą kapłaństwa.

Podczas uroczystej mszy świętej ponownie śpiewa się hymn Chwała na wysokości Bogu, który pomijany jest w nabożeństwach przez cały czas trwania Wielkiego Postu. Po homilii odbywa się zaś obrzęd obmywania nóg. Niegdyś był on bardziej popularny, niż dzisiaj, tym niemniej, nadal spotyka się miejsca, w których jest on tradycyjnie kultywowany. Obrzęd polega na obmyciu stóp dwunastu wybranym mężczyznom przez biskupa bądź proboszcza danej wspólnoty kościelnej.

Niegdyś zwyczaj ten dotyczył zresztą nie tylko hierarchów kościelnych, ale i wysoko postawionych osób świeckich. Zwyczaju umywania nóg tuzinowi mężczyzn, a następnie spożywania z nimi wieczerzy, przestrzegali także królowie i magnaci. Istnieją źródła mówiące o tym, że pewnego razu ksiądz Naruszewicz, będący na usługach króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, obmył stopy tuzinowi starców, mających razem więcej niż 1300 lat. Uczynił to w imieniu władcy, sam monarcha zaś z tymi mężczyznami ucztował, a po zakończonej wieczerzy odprawił ich, wręczając podarki.

Wraz z końcem mszy świętej rozpoczyna się procesja w kierunku ciemnicy, gdzie wcześniej umieszcza się Najświętszy Sakrament i chwilę później wierni zaczynają jego adorację. Na znak pojmania Jezusa i opuszczenia apostołów z kościelnego ołtarza usuwa się wszelkie ozdoby w postaci świec, obrusów i bądź krzyży. Ponadto gasi się wieczną lampkę, zaś tabernakulum, w którym do tej pory skrywano Najświętszy Sakrament, zostaje otwarte i opustoszałe. Taki stan rzeczy utrzymuje się aż do Wigilii Paschalnej. Wcześniej jednak wiernych czeka Wielki Piątek – dzień, w którym upamiętniają oni męczeńską śmierć Jezusa Chrystusa.

Kategorie
Blog

Polskie zwyczaje wielkanocne – Wielka Środa

Wielka Środa, wyznaczająca połowę Wielkiego Tygodnia, odznacza się niewielką ilością obrzędów i zwyczajów praktykowanych w tym dniu. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku poniedziałku i wtorku po Niedzieli Palmowej, dzień ten stanowi czas żałoby i zadumy nad męką i śmiercią Jezusa Chrystusa. Tym niemniej, co roku wspomina się w nim konkretne biblijne wydarzenie: zdradę Judasza Iskarioty.

Czyta się tego dnia fragment ewangelii świętego Mateusza (Mt26, 14-25), mówiący o owej zdradzie. Judasz udał się wtedy do świątyni i spytawszy arcykapłanów, ile pieniędzy otrzyma za wydanie Jezusa, uzyskał obietnicę zapłaty w postaci trzydziestu srebrników. Następnie zaś podczas wieczerzy Chrystus poinformował swoich uczniów, że jeden z nich dokona zdrady – po czym pod koniec wieczerzy wskazał, iż osobą tą będzie nie kto inny, jak właśnie Judasz.

Palenie Judasza

W dawnej Polsce pamiątkę zdrady Judasza obchodzono zupełnie inaczej, aniżeli dzisiaj. Współcześnie Wielka Środa jest raczej dniem, który wierni Kościoła powinni spożytkować raczej w zadumie i oczekiwaniu na Wielkanoc. Tymczasem przez długi czas znaczną popularnością cieszył się zwyczaj palenia Judasza – do dziś zresztą kultywowany gdzieniegdzie w naszym kraju.

Nie istniały konkretne wytyczne co do tego, w jaki dzień należy niszczyć kukłę zdrajcy. Zwykle odbywało się to w Wielką Środę, choć bywało, że przesuwano to wydarzenie na Wielki Czwartek bądź Wielki Piątek. Źródeł tego zwyczaju należałoby upatrywać w pogańskim zwyczaju topieniu Marzanny – palenie Judasza jest prawdopodobnie jego schrystianizowaną formą.

Kukłę Judasza Iskarioty sporządzano, używając do tego celu słomy, sznurów i szmat. Starano się nadać jej taki kształt, by jak najbardziej przypominała człowieka. Żeby nie było wątpliwości, czyj wizerunek zostanie później zniszczony, do marionetki przywiązywano sakiewkę z trzydziestoma niewielkimi kawałkami szkła, które miały symbolizować srebrniki, za które Judasz wydał Chrystusa. Tak sporządzaną kukłę zaciągano na szczyt najwyższego budynku w okolicy. Zwykle była to wieża miejscowego kościoła. Następnie zrzucano Judasza w stronę zebranego na dole tłumu. Tam ludzie tłukli go kijami, krzycząc przy tym i złorzecząc zdrajcy, aż do momentu, gdy słoma i szmaty, z których wykonano marionetkę nie rozleciały się na wszystkie strony. Tym niemniej, istniały i takie miejsca, gdzie obtłuczoną kukłę w nocy z czwartku na piątek przywiązywano w centralnym punkcie miasta i wystawiano na widok. Przechodzący ludzie szturchali ją i obrzucali różnymi przedmiotami. Rankiem sponiewierany Judasz ciągniony był pod miejscowy kościół, gdzie często ścinano mu głowę i podpalano, a płonącą kukłę zatapiano następnie w pobliskim zbiorniku z wodą.

Palenie Judasza odbywało się zwykle w hałaśliwej atmosferze, a zgromadzony tłum nierzadko był wręcz zanadto rozentuzjazmowany. Ponadto z racji niemałych pokładów agresji, wyzwalanej w trakcie tłuczenia kukły przez rozjuszony tłum, Kościół w miarę upływu czasu coraz bardziej sceptycznie ustosunkowywał się do tego zwyczaju. Pojawiały się ponadto głosy przypominające, iż zwyczaj ten ma pogański rodowód i nie powinien być kultywowany przy okazji chrześcijańskich świąt.

Tradycja obijania i palenia kukły Judasza, choć dziś nie jest już tak powszechna jak kiedyś, jest ciągle żywa w niektórych polskich miastach i wsiach. Zwyczaj ten był niegdyś rozpowszechniony przede wszystkim na obszarze Małopolski. Dzisiaj Judasza pali się jeszcze w takich miejscach jak podkarpacki Pruchnik, Skoczów na Śląsku czy właśnie w Małopolsce – w Rudniku i Ciężkowicach.

Ciemna jutrznia

Ciekawym obrzędem praktykowanym w Polsce w Wielką Środę była ponadto tak zwana ciemna jutrznia. Od zwykłej jutrzni, czyli nabożeństwa odprawianego tuż po wschodzie słońca, różniła się tym, iż w jej trakcie po każdym odśpiewanym psalmie gaszono jedną z kościelnych świec. Miało to symbolizować ciemności, jakie nastały po męczeńskiej śmierci Chrystusa na krzyżu. Z Pisma Świętego wiadomo ponadto, iż w godzinie śmierci Jezusa zerwały się potężne burze – księża próbowali wprowadzić w świątyniach podobny nastrój, uderzając psałterzami o kościelne ławki. Według niektórych podań zgromadzone wewnątrz dzieci często psociły i przeszkadzały w nabożeństwie: Młódź (…) waliła kijaszkami, gdzie popadło, aż mury zdawały się pękać od łoskotu. Niejednokrotnie harmider był tak uciążliwy, że młodzieńców trzeba było temperować i wyganiać ze świątyni.

Wielka Środa była ponadto czasem domowych porządków i wzmożonych przygotowań do Zmartwychwstania Pańskiego. Sprzątano izby, robiono porządek w pomieszczeniach gospodarczych, zamiatano przed wejściami do domostw. Ponadto przygotowywano pierwsze potrawy, które niedługo miały pojawić się na świątecznym stole. Odwiedzając w Wielką Środę polskie domostwo, nietrudno było poznać, iż Wielkanoc ma nadejść już za kilka dni.

Kategorie
Blog

Najmłodsza polska mistrzyni olimpijska – wspomnienie o Kamili Skolimowskiej

Kiedy niespełna osiemnastoletnia Kamila Skolimowska dość nieoczekiwanie zdobyła w Sydney złoty medal w rzucie młotem , powszechnie wieszczono jej długą karierę obfitującą w sportowe sukcesy. I choć z kolejnych igrzysk wracała ostatecznie bez medalu, to jeszcze kilkukrotnie przywoziła do Polski trofea z najważniejszych europejskich imprez lekkoatletycznych. Dobrze zapowiadającą się karierę Kamili przerwała jednak nagła śmierć. Najmłodsza polska mistrzyni olimpijska zmarła nagle 18 lutego 2009 roku. Przyczyną był zator tętnicy płucnej.

Kamila Skolimowska urodziła się 4 listopada 1982 roku w Warszawie. Od najmłodszych lat interesowała się sportem. Zaczynała od podnoszenia ciężarów, co nie powinno dziwić, jeśli zwróci się uwagę na fakt, iż Kamila była córką Roberta Skolimowskiego – znanego sztangisty, który przed laty zdobywał dla Polski medale podczas mistrzostw świata i Europy.

Jako nastoletnia dziewczyna Kamila ćwiczyła podnoszenie ciężarów i wioślarstwo, a przez jakiś czas także siatkówkę. Do trenowania rzutu młotem zachęcił ją Zbigniew Pałyszko, także młociarz, który po zakończeniu kariery został trenerem w swojej dyscyplinie. Skolimowska podobno była początkowo sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, jednak zaledwie po kilku miesiącach treningów zdołała pobić rekord Polski seniorek: 21 czerwca 1996 w Pile posłała młot na odległość 47,66m. Patrząc z perspektywy dzisiejszych rekordów był to przeciętny wynik – wówczas jednak wystarczyło to, by przebić wszystkie najlepsze rezultaty uzyskiwane w tej dziedzinie przez Polki. A zaznaczyć trzeba, że nie był to ostatni taki wyczyn Kamili – w późniejszych latach systematycznie poprawiała własne rekordy.

Już roku później, w 1997 roku, zdobyła w swojej dyscyplinie złoty medal podczas Mistrzostw Europy juniorów, które odbywały się w słoweńskiej Lublanie. Uzyskała wtedy rezultat 57,74m. Najlepszy wynik, jaki uzyskała w tym roku – 63,48m – plasował ją na dziesiątym miejscu na listach światowych.

Na Mistrzostwach Europy w Budapeszcie w 1998 roku zajęła siódme miejsce, posyłając młot na odległość 68,62 metra, a już rok później odniosła kolejny ważny sukces w swojej karierze. Podczas mistrzostw świata juniorów młodszych, które odbywał y się w Bydgoszczy, Kamila Skolimowska stanęła na najwyższym stopniu podium. Nie udały jej się występ na Mistrzostwach Świata w Sewilli, gdzie z wynikiem zaledwie 50,38m zajęła odległe, 21 miejsce. Największy sportowy sukces Kamili miał jednak dopiero nadejść.

Rok 2000 od początku zapowiadał się dla Skolimowskiej bardzo dobrze. Najpierw 27 maja poprawiła własny rekord Polski o osiem centymetrów, rzucając młotem na odległość 66,70m. Potem, jeszcze przed Igrzyskami Olimpijskimi w Sydney powtórzyła ten wyczyn jeszcze dwa razy. Najpierw ponownie w Warszawie – gdy 10 czerwca uzyskała rezultat 69,13m, a następnie 13 sierpnia w Rudlingen, gdzie przebiła granicę siedemdziesięciu metrów, uzyskując 70,62m. Skolimowska na miesiąc przed igrzyskami była w rewelacyjnej formie.

W Sydney stało się coś zupełnie nieoczekiwanego, aczkolwiek szczęśliwego zarówno dla Kamili, jak i jej wiernych kibiców: Skolimowska, mając niespełna osiemnaście lat, zdobyła złoty medal Igrzysk Olimpijskich w rzucie młotem! Na tej najważniejszej ze sportowych imprez posłała młot na odległość 71,16 metrów. Jak sama twierdziła, ten dzień zmienił wiele w jej życiu, a jej celem na kolejne lata stało się powtórzenie wyniku z Sydney. Po sukcesie z Sydney Skolimowska została przez polskiego prezydenta odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi.

Kamila Skolimowska wprawdzie kolejnego medalu Igrzysk Olimpijskich już nie zdobyła, niemniej jednak regularnie stawała na podium w najważniejszych europejskich zawodach lekkoatletycznych. Nieszczęśliwie zakończył się start na Mistrzostwach Świata w Edmonton, gdzie Kamila zajęła pechową lokatę tuż za podium. Jednak jeszcze tego samego roku udowodniała, że znajduje się w świetnej dyspozycji: najpierw wygrała w Igrzyskach Frankofońskich odbywających się w Ottawie (wynik 67,95m), a następnie zdobyła złoty medal Igrzysk Dobrej Woli w Brisbane (70,31m).

W 2002 roku odniosła kolejny istotny sukces. Podczas odbywających się w Monachium lekkoatletycznych Mistrzostw Europy zajęła drugie miejsce i przywiozła do Polski srebrny medal. W najlepszej próbie uzyskała wtedy wynik 72,46m. Rok później ponownie zdobyła złoto – tym razem podczas odbywających się w Bydgoszczy Młodzieżowych Mistrzostw Europy. Mniej szczęścia miała Skolimowska podczas Mistrzostw Świata w Paryżu, gdzie wynik 68,39m dał jej dopiero ósmą lokatę.

Igrzyska Olimpijskie w Atenach nie przyniosły Kamili upragnionego sukcesu. Uzyskując w najlepszej próbie 72,57m zajęła miejsce poza podium i ostatecznie ulokowała się na piątym miejscu. Ostatni ważny sukces odniosła Skolimowska w 2006 roku w szwedzkim Goteborgu, gdzie odbywały się lekkoatletyczne Mistrzostwa Europy – wynik 72,58m pozwolił jej wówczas zdobyć brązowy medal. I chociaż w kolejnych latach ponownie biła rekordy Polski – 11 maja 2007 roku w Katarskim Ad-Dauha posłała młot na odległość aż 76,83m – nie powiodły jej się Igrzyska Olimpijskie w Pekinie, gdzie nieklasyfikowana zajęła w swojej konkurencji 12 miejsce, po tym, jak spaliła swoje próby.

Dobrze rozwijającą się karierę Kamili Skolimowskiej przerwała jej nagła śmierć dnia 18 lutego 2009 roku, która nastąpiła podczas zgrupowania polskich lekkoatletów w portugalskim Vila Real de Santo Antonio. Podczas treningu straciła przytomność, i mimo szybko udzielonej pomocy i godzinnej reanimacji, Skolimowskiej nie udało się uratować. Przyczyną śmierci naszej mistrzyni okazał się zator tętnicy płucnej, będący efektem nierozpoznanej wcześniej zakrzepicy. Pogrzeb odbył się 26 lutego 2009 roku, a urna z prochami Kamili złożona została przy Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.

Pamięć o najmłodszej polskiej mistrzyni olimpijskiej, której karierę przerwała nagła śmierć, jest pielęgnowana w rodzimym środowisku lekkoatletycznym. Począwszy od 2009 roku Fundacja Kamili Skolimowskiej organizuje międzynarodowy mityng lekkoatletyczny, poświęcony pamięci naszej mistrzyni. Z roku na rok impreza zyskuje na popularności, a w 2016 roku Anita Włodarczyk – genialna następczyni Kamili – ustanowiła podczas mityngu nowy rekord świata w rzucie młotem, uzyskując rezultat 82,98 m. Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że memoriał i towarzyszące mu wydarzenia stanowią najlepszą formę upamiętnienia naszej wybitnej lekkoatletki. Dzięki nim pamięć o mistrzyni z Sydney pozostaje ciągle żywa.

Najważniejsze sukcesy sportowe:

1997 – złoty medal Mistrzostw Europy juniorów – Lublana (wynik 59,72m)

1999 – złoty medal Mistrzostw Świata juniorów młodszych – Bydgoszcz (wynik 63,94m)

2000 – złoty medal Igrzysk Olimpijskich – Sydney (wynik 71,16m)

2001 – złoty medal Igrzysk Frankofońskich – Ottawa (wynik 67,95m)

2001 – złoty medal Igrzysk Dobrej Woli – Brisbane (wynik 70,31m)

2002 – srebrny medal Mistrzostw Europy – Monachium (wynik 72,46m)

2003 – złoty medal Młodzieżowych Mistrzostw Europy – Bydgoszcz (wynik 71,38m)

2005 – złoty medal Uniwersjady – Izmir (wynik 72,75m)

2006 – brązowy medal Mistrzostw Europy – Goteborg (wynik 72,58m)